Złuda - Irmina Kosmala - SZÓSTA RECENZJA

baner_1366x768.png

Autorka recenzji: Magdalena Wardęcka

 


Dwie tabletki - niebieska czy czerwona? O tym, co przesypiamy oraz o tym, co prawdziwie przeżywamy

 

Rzeczywistość to cienie tańczące na ścianie, przesuwające się w mroku i przybierające kształty, którym sami nadajemy znaczenie i właściwe nazwy. Jak w świecie zbudowanym z iluzji, niejasności, popękanych obrazów i tego, co się nam wydaje, wyciągnąć znaczenie prawdy? A może cała ta „rzeczywistość” jest złudzeniem…

 

Zagadnienie pozoru i prawdy jest jednym z kluczowych w powieści Irminy Kosmali Złuda i wybrzmiewa niemal od pierwszych akapitów. Autorka wprowadza nas w opowieść, w której szuka się siebie, określa poprzez pryzmat filozoficzno-psychologicznych zagadnień, ale też dokonuje dogłębnej analizy bytu człowieka żyjącego w świecie pozornie realnym, onirycznym, ale też takim, który istnieje na pograniczu tego, co namacalnie jest i czego w rzeczywistości nie ma.

 

Może czas się przebudzić, dokonać swoistego anamnesis, zerwać łańcuchy, wydostać się z jaskini, porzucić to, co złudne i cielesne. 

 

Gdzie żyją bohaterowie książki - w złudzie czy pozornej prawdzie?

 

Ewa rozpoczyna swoją opowieść od wyznania - „Zabiłam człowieka. (...) Prawdę mówiąc dwóch. A dokładniej, w zasadzie trzech”. Zwierzenia tego dokonuje w konfesjonale, w obecności duchownego, którego zdaje się dobrze znać. To był jej wstęp do historii życia, która wyłoniła opowieść o najgorszej przewinienie człowieka. Ale Ewa podkreśla, że czynów tych jedynie doświadczyła. Nie potrzebuje również odkupienia i zadośćuczynienia, a tylko zrozumienia. U kresu swej opowieści chce znaleźć ukojenie, bo w jej życiu nic nie zdarzyło się bez powodu, więc według niej, czyny, których się dopuściła, były jedynie uwarunkowane przez czynniki zewnętrzne.

 

Z marazmu życia w złotej klatce u boku mężczyzny, który poniekąd skuwa ją w kajdany i ukazuje świat, który chce, aby oglądała, wyrywają ją „Obłędni samotnicy”, a dokładniej cykl wykładów filozoficznych, które studentom przybliża Andrzej Apejron. To intelektualista, który młodym, jeszcze nieukształtowanym umysłom dostarcza wiedzy, próbując przekazać ją w jak najatrakcyjniejszej formie, by poruszyć i skłonić ich do dalszych, samodzielnych już rozważań. Czyni to za pośrednictwem myśli Schopenhauera, Pascala czy Nietzschego, ale także Arystotelesa czy Platona. W młodych ludziach rozgrzewa myślenie o swoim własnym życiu - niejednokrotnie pustym, podporządkowanym schematom i nakładanym na nie maskom.

 

Taki też jest świat Ewy, która nie potrafi podejmować samodzielnych decyzji i trwa w związku, który ją przygniata i frustruje. Spotkanie z Apejronem dodaje jej odwagi i poszerza horyzonty. Postać Ewy i Andrzeja to dwa odrębne bieguny - kobieta szuka siebie, mężczyzna doskonale wie, w jakim miejscu się znajduje.

Zbieg nieoczekiwanych zdarzeń sprawia, że te dwie opozycje gdzieś się spotykają i przenikają swoje światy, lepiej się poznają i wpływają na swoje życiorysy.

 

Złuda Irminy Kosmali jest powieścią metafizyczną i metaforyczną, w której rzeczywiste oraz nieprawdziwe wzajemnie się przenika. Ewa jest tutaj postacią mimo wszystko zamkniętą, ograniczona przez granice, które sama sobie wyznaczyła przez wybory życiowe, trwanie w nieszczęściu i marzeniach o czymś i o kimś, co da jej zadowolenie. Jednocześnie nie jest wierna samej sobie. Natomiast Andrzej jest człowiekiem o otwartym umyśle, charyzmatycznym, ale jednocześnie jest  w tym samotny i mocno osadzony w świecie filozoficzno-psychologicznym, przez co jego postępowania przepełnione są mocnymi i dogłębnymi analizami. Z jednej strony w swym umyśle jest wolny i bezgraniczny, ale z drugiej - wpada w swego rodzaju pułapkę.

 

Po przeczytaniu tej powieści dużo się myśli, nie tylko o bohaterach, ale o swoim własnym istnieniu - o tym, co przesypiamy, co tylko przeżywamy, a kiedy żyjemy prawdziwie, jeśli w ogóle. „Życie ludzkie jest jeno nieustanną złudą” jak powiedział Pascal, co jest w takim razie prawdziwe, czy może trzeba - jak bohater filmu Matrix - wybrać jedną z dwóch tabletek. Niebieską, by zapomnieć i żyć w złudzie istnienia lub wybrać czerwoną i dzięki niej zobaczyć, czym jest realna rzeczywistość - prawdziwie się przebudzić, a nie tylko spać w pozornie prawdziwym życiu.

 

Ewa żyje w doznaniu nierzeczywistego, a świat Apejrona stanowi całkowitą opozycję wobec jej egzystencji - jest pełnią, aktywnością, nieustanną analizą i tworzeniem.

 

„Po co pragniecie jutra, idioci, skoro nie ma w was dziś?” - kluczowe i znamienne dla tej powieści są końcowe słowa Apejrona, które pokazują nie tylko swego rodzaju obłąkańczy stan mężczyzny, ale też naturę naszego świata, kondycję współczesnego człowieka, jego konsumpcyjny charakter i pewien brak refleksji. Przez co jedynie dotyka się znaczenia bytu oraz istnienia, a nie próbuje się go poznać i samodzielnie zrozumieć.

 

Przeżywamy, dotykamy zimnych ścian jaskini, jeśli wychodzimy - tak jak Andrzej, to często jako osamotnieni i niezrozumiani pustelnicy.

 

Powieść ta to metafizyczna wędrówka, która czytelnika może prowadzić do różnych rozwidleń. Nie ma uniwersalnej prawdy, tej jedynej mądrości czy konkretnej odpowiedzi. Człowiek ma sam z siebie znaleźć to, co jest dla niego przeznaczeniem, co jest jego celem. Musi on dotrzeć do prawdy o własnych siłach.