Szczepan Kropaczewski (12)

Pro publico bono...

 

      

                     Sonet XLVI - Zygmunt

 

Wieść o Twym odejściu spadła na mnie gromem,
gdy ostatnie znicze już zgasły na grobie…
Nie miałem okazji pożegnać Cię „Złomem”,
więc, sonet ten piszę; pamięci, i sobie…

Czas płochy zawracam meandrami wspomnień,
na strony „Kroniki” pisanej przed laty…
Boże! Ty raz jeszcze swe wyroki odmień
i przenieś „Watahę” do Michała chaty…

 

Tam duchy Ich zgromadź hubertową nocą,
przy huku świerczyny płonącej w kominku,
a potem ich zabierz srebrzystą karocą

 

rozświetlonej Luny i ustaw w ordynku,
jak ongi gdy rogu słuchali przed łowem…

                      = + =

Ty, już jesteś w pełni, ja, stoję przed nowiem…

Pamięci Kolegi Zygmunta P.

 

3.10.2015 r.

 

                           *   *   *

 

         Żołnierz wolności

 

Przy wiejskich chałupach dojrzewały grusze
bo wrzesień nad światem rozścielił swe tchnienie.
Niósł anioł ku niebu jego biedną duszę
a żywych dręczyło, rozdarte sumienie…

Teraz, Ci zmienili tablicę na grobie
aby dopasować treść do nowych czasów
Czy to sprawiedliwość odda dzisiaj Tobie?
Przecież, Ty na rozkaz poszedłeś do lasów…

Oni, z własnej woli tłukli się po kniei
i byli przez własną Ojczyznę przeklęci.
Ty, byłeś tym dobrym, oni - bez nadziei



że ktoś ich zachowa w łaskawej pamięci…
Tak wielka historiai wyrokami miota
jak pochód pijaka – od płota do płota…

 

27.02.2017r.

 

Sonet opisuje historię tablicy na grobie żołnierza KBW, któremu teraz zmieniono napis,bo nie pasował do współczesnej oceny tamtych czasów

    

 

                    *   *   *  

 

                   Aleja akacji

Była jak korona nad gościńca brukiem
co dążył ku glorii pałacowej bramy…
Latem, łoskot kopyt napełniał ją hukiem
zimą, w ciepłych saniach chowały się damy.

Piękna była wiosną gdy akacja wonna
osypała kwieciem paradne diademy.
Wtedy zieleniała stara sosna gonna
i krople żywicy toczyła ze tremy…

 

Cudzie zachowany w mej ulotnej jaźni,
takim ciebie widzę gdy przymknę powiekę
bo tylko obrazek widzę w wyobraźni

 

gdy idę twym śladem nad szemrzącą rzekę.
Jaki ciebie diabeł przeznaczył na ścięcie?
ja tego nie zgadnę – przekracza pojęcie.

 

13.01.2017r.

 

                       *   *   *

         

                      Soli Deo

 

Ty, dziecię sieroce w niewoli powite,
słowem konającej złożone w ofierze…
Ta, prosząc o łaski dla Ciebie obfite,
ostatnie w agonii szeptała pacierze…

 

Powierzam cię synu… Tej co nie umiera
i zawsze przytuli do swojego łona…
W Niej, człowiek poczciwy nadzieje zawiera,
a ten co nie zwątpi, choć umrze – nie skona!

 

Tam, z małej Zuzeli, spod carskiego knuta,
gdzie bukwy Cyryla kładziono na papier,
wzniosła się legenda Polaków wykuta.
Lita jak żelazo, a harda - jak rapier!

 

Ideale ducha w powłoce tak lichej,
że ledwie na biret udzielono zgody…
Lecz, Ciebie Najwyższy w postaci tak cichej,
wyniósł nad mocarzy, wyniósł nad narody!

 

Nie miałeś dywizji za Uralu garbem,
aleś wrósł korzeniem w polskiej ziemi humus…
Ona była Tobie Ojczyzną i skarbem
i dla niej wyrzekłeś: Nigdy! - „non possumus!”

 

Dziś, patrzę w obrazek z Twoim wizerunkiem,
w małej bibliotece na obrzeżu miasta…
Tyś, naszą busolą i życia kierunkiem,
bośmy od Rzepichy, od Lecha, od Piasta…

Bośmy od mieszkowych z Dobrawą mariaży,
nigdy nie oddali ni wiary ni łanu.
Dziś, tyle dobroci widzę w Twojej twarzy.
Dziś, tyle rozumiem, dziś, dziękuję Panu…

                                                                    

                                                                    

6.08.2011r.

 

                    *   *   *

 

              Niedźwiedź

 

Na gawrę niedźwiedzia zaszytą wśród boru,
gdzie Karwu uroczysk tajemne komysze…
Gdzie pałac zimowy cesarskiego dworu,
zapewnia sen błogi i bezpieczną ciszę,
spłynął pierwszy oddech budzącej się wiosny.


Może to był zapach żywicznych fluidów?
Może siwy żuraw swój klangor radosny
wydał, by obwieścić czas wiosennych Idów?
Któż to zgadnąć zdoła lichym mózgiem człeka…


Toczy się korowód po ulicach miasta,
od czasu dawnego, a może i wieka,
gdy orszak ten wodził sam niedźwiednik Piasta!


Człowiek zakutany w grochowe łęciny
dźwiga łeb ogromny kosmatego zwierza.
Za nim dziad garbaty i baba dla kpiny
swe wdzięki swawolnej gawiedzi powierza.


Dalej bocian biały żabkę w dziobie niesie -
do figli nie skory i pełen powagi.
Żandarm zaś pilnuje by w tym interesie
nie doszło do burdy, albo jakiej blagi.


Wokół bowiem konik strzela wielkim batem
i czarny kominiarz dziewki sadzą murzy,
lecz każdy chce zostać niebywałym chwatem
i coraz się który - w korowód zanurzy.


Tak naród radosny swym artystom płaci,
sypiąc drobnym groszem do puszki na siano,
gdy pochód się toczy od Straży do Gaci,
przez rynku uroki, gdzie najgłośniej grano.


Kapela ubrana w wielkopolskie stroje,
kroczy ku pałacu gościnnym podwojom.
A woda się leje – każdy bierze swoje:
dostaje się pannom, ofermom i wojom.


Tak mija w Czerniejewie powitanie wiosny,
w każdy Śmigus – Dyngus, odkąd sięga pamięć.
Idzie ulicami korowód radosny,
bo dla tego cudu… szkoda innych zajęć!

9.04.2016 r.

 

                     *   *  *

 

Sonet XXXVII - Testament Szkota

 

Szkot, kiedy poczuł ostatnie wezwanie,
prosi swego syna do łoża boleści.
To, będzie mój chłopcze… ostatnie nadanie,
więc sprawa dotyczy - majątkowej treści…

Zapisuję tobie wszystkie swoje długi,
które zaciągnąłem na karty i dziwki.
Przegrałem też proces - jutro będzie drugi,
ale ich ubiegłem - nie będzie rozrywki…

Zażyłem kropelki świętej Teofany,
które już zaczęły uwalniać mą duszę.
Proszę ciebie synu - bądź taki kochany…

Bo ja już odchodzę, a właściwie - muszę!
Niech cię przeto Pan Bóg ma w swojej opiece
i proszę cię bardzo - zabierz już tą świecę…

25.09.2013 r.

 

                              *  *  *

                 Sonet XXIX - Pióro

Wiosną na mokradła ruszyłem Dymacza
zwiedziony płynącym spod chmury klangorem…
Kto tak smutek nieci, płacze, czy rozpacza?

Para siwych ptaków płynęła nad borem…

Witajcie mej duszy kochane anioły
na niwach ojczystą opisane dolą.
Tu wioski uśpione, chaty i stodoły
na oścież otwarte ku łąkom i polom…

Ku niebu spowitym oceanu tchnieniem  
napowietrznej sfery, która was tu niesie.
I piórko żurawie z puchu nikłym cieniem

składa pod mą stopą zabłąkaną w lesie.
Teraz na mym biurku niby skarb bez ceny
stoi w kałamarzu… jako źródło weny!

26.06.2014 r.

 

                          * * *

 

               Sonet XLVI - Zygmunt

 

Wieść o Twym odejściu spadła na mnie gromem,
gdy ostatnie znicze już zgasły na grobie…
Nie miałem okazji pożegnać Cię „Złomem”,
więc, sonet ten piszę; pamięci, i sobie…

Czas płochy zawracam meandrami wspomnień,
na strony „Kroniki” pisanej przed laty…
Boże! Ty raz jeszcze swe wyroki odmień
i przenieś „Watahę” do Michała chaty…

Tam duchy Ich zgromadź hubertową nocą,
przy huku świerczyny płonącej w kominku,
a potem ich zabierz srebrzystą karocą

rozświetlonej Luny i ustaw w ordynku,
jak ongi gdy rogu słuchali przed łowem…

                         = + =

Ty, już jesteś w pełni, ja, stoję przed nowem…

Pamięci Kolegi Zygmunta P.

 3.10.2015 r.

 

                        

                              * * *

 

                              Stos

(sonet o spaleniu 11 zielarek z Gorzuchowa)

 

 

Jedenaście stosów stanęło tu rzędem,
na granicy dobra trzech starych wariatów.
Historia uznała, że było to błędem.
Krzyż tam postawiono i wazonik kwiatów…

 

Boże, który roki sprawujesz na niebie,
cóż Ciebie obeszły te biedne istoty?
One, na torturach zaparły i siebie!
Nawet matka córki; i życia ochoty…

 

Trzynaście lat miało spalone tu dziecko,
przez braci Szeliskich skazane na mękę.
Na wszystko patrzyło i Gniezno i Kłecko…


ale im Kiszkowo podało swą rękę…
W osiemnastym wieku, czy to dawno temu?

                     = + =

 

Boże! Ciebie pytam! Jak mogłeś; i czemu!?

2.08.2015 r.

 

                            * * *

 

Listopadowy sonet

Chmur siwych oparem wilgoci brzemiennych,
zniżył się listopad na gasnące światy…
Tysiące pokoleń, istnień bezimiennych,
czas zmienił przez wieki, w te drzewa, w te kwiaty…

 
w tych liści dywany we złocenia zdobne.
To wszystko jest marność zmieniona na drobne!
Tak mówił Kohelet w swej uczonej mowie…
Ale, ten co kocha – tak nigdy nie powie!

 
My, którzy idziemy na cmentarza ganki,
gdzie kości praszczura i matki wspomnienie.
Gdzie smutna mogiła zdradzonej kochanki,

 
kłuje ostrym cierniem zwichnięte sumienie,
zawsze jedną prawdę miejmy na swym względzie:

to wszystko już było – a kiedyś? – Nie będzie…

 


                              * * *

              

Katedra 

 

Ty, dumny symbolu piastowego mitu,
wielkich wizjonerów wiekopomny tworze.
Od ziemi rodzonej aż do wieżyc szczytu…
dla ciebie Ojczyzno, dla ciebie – o Boże!

Chramie! w którym pierwszy nałożono diadem,
jednocząc lud polski ze świata stolicą,
by świętych przykazań połączyć nas ładem
i dusze zespolić - wiary tajemnicą…

Gdziekolwiek cię rzuci los życiowej kpiny,
jeśli w twoim sercu polskie serce bije,
zatęsknij za miejscem i nie szukaj winy…

Wracaj myślą lotną gdzie katedry szyje,
niosą się nad wzgórzem twego ojca Lecha.

Tu, macierz Polaka, nadzieja, pociecha…

 

                        ***

 

(dyplomacja wielkiej damy)

Znała jaśnie pani  europejskie danse
i ruskie ze wschodu  pościągane zbytki...
Świat kusił iluzją i czynił awanse,
lecz ciągle szukała - swej Świątyni – skrytki...

Paryskie bulwary, petersburskie  zorze
pełne konwenansów  życie wielkich dworów...
Potajemne spiski  i zamknięte loże,
jaskinie podłości - śród blichtru kolorów...

Zakłamane życie godności wyzbyte,
nigdy nie poznane  szerokiemu światu.
W tajemnej komnacie  serca jej ukryte,
znane było przecie  kochanemu bratu...

Zaścianku śród łanów, niby dąb śród kniei,
co dźwiga szeroko  rozdęte konary.
Spichrzami brzemienny jak róg Amaltei,
byłeś Telimenie potrzebny do pary...

Tu lud jej rodzony  żył pośród natury,
pieszcząc obyczaje  ojców i pradziadów.
Dziewki na kształt rzepy i chłopy jak tury
mieli swoich wrogów, braci i sąsiadów...
 .
Żyli „urodzeni” we dworkach z modrzewia,
mając za sąsiada ruinę z kamienia...
Czas i śmierć dziedzica, wydarły jej trzewia
 i była tu komuś, wyrzutem sumienia...

Kto przecież mógł poznać serc tajemne cieśni,
małych sobiepanków  na udzielnych włościach...
Dziwne też nucono  po zapieckach pieśni
i różne sekrety...  skrzypiały im w kościach...

Może ksiądz bernardyn  z szerokiego świata,
poznał jakieś dziwy  na świętej spowiedzi...
Ale jego serce, jak więzienna krata,
kapturem spowite - pod habitem siedzi...

Dziwne były mnicha i słowa i gesty,
gdy liczne zaścianki na Litwie odwiedzał...
Wielu nie wierzyło, że chodzi dla kwesty.
Ale sam nikomu tego nie powiedział...

Nie miał swego domu - w Soplicowie siedział
i czynił opiekę na kształt rzymskiej Westy.
Nad kim to wszelako – tego nikt nie wiedział.
 Milczały jak głazy zapiski Bolesty...

Rejent, miał depozyt, ale go nie tykał.
Wierny swej profesji czekał onej chwili,
gdy depozytariusz...  z Bogiem się spotykał...
Wtedy, urzędowo wieko się uchyli...

Ile takich puzder kryło ludzkie losy?
A nigdy ich treści nie poznali ludzie...
Jednych, śród niesławy spopieliły stosy...
Inni, żyli godnie - wszelako - w obłudzie...

Kto służąc Ojczyźnie pod zaborcy knutem
Może być zmierzony  na wadze Temidy?
Było, że umierał przyduszony butem,
śniąc w chwili ostatniej o wolności zwidy...

Znali na zaściankach swe życie miejscowi.
Godząc się i tłukąc  śród sąsiedzkich waśni...
Ale Telimena, Hrabia, Robak – nowi.
Bywali przedmiotem wydumanych baśni...

Niby to nie obcy, a jednak nie nasi.
Zbyt długo po świata  błądzili stolicach.
Bliskość pochodzenia - piętna nie okrasi,
co inne kultury wyryły na licach...

Miała Telimena sekretów bez liku...
To przystoi damie  z szerokiego świata...
Tutaj zajeżdżała... niby dla pikniku.
Lecz - chwile tajemne, spędzała u brata...

Tak zwała kwestarza, księżulę Robaka.
Co mało się dziwnym  zdawało wieśniakom.
Bo takoż jak ona, chodził za dziwaka...
Ale kto mądrości miał przydać szarakom !?

Żyli hreczkosieje  na swoich zaściankach,
brząkając szabelką na ruskie porządki...
Ale swe rubelki... w ich trzymali bankach
i dbali najbardziej… o swe własne grządki...

Miała wielka dama  krewniaków w Koronie.
Aż kędyś pod Gniezna  starego tynami...
Gdzie przodków jej sławnych posiwiałe skronie,
strawiły swą młodość w walce z Teutonami.

Tam książę jenerał pod Kościuszki kosą,
ruszył Wielkopolsce na powstania wsparcie...
I bardzo czerwoną ziemię skropił rosą...
Bo był to bohater i serce miał czarcie!

Męską jest dziedziną fechtować żelazem
I srogiej swym wrogom  udzielać nauczki...
Niewieścią zaś przecie - za boskim rozkazem,
całkiem nie konieczne... jest splatanie włóczki!

Paryskie salony, petersburskie dacze,
znały Telimeny  rozliczne talenty...
Teraz, u Robaka nad swym losem płacze,
a wszystko zna jeno, sam Pan Bóg co święty...

In Domine partis... Ojczyzna w potrzebie...
Niech Bóg ci wybaczy - ja cię tu rozgrzeszam...
Sąd nam sprawiedliwy, będzie jeno w niebie...
Pro publico bono... choć grzeszę – pocieszam...

Francuz ku nam ciągnie i wielce nas kusi...
Ale kto zna tajne  zamiary mocarza?
Co zrobi, gdy ruskie  regimenty zdusi?
Trzeba znać sekrety – to nie upokarza!

Siostro! Bohaterko tajemnego frontu!.
Zbliż się do namiotu  generała Neya...
Ja, póki nie zatrę litewskiego lontu,
aż miła od ciebie przybieży nadzieja...

Bracie! Czyli wolno  uczciwej kobiecie,
używać swych wdzięków... choćby w wielkiej sprawie?
Ja brzydzę się sobą... mężczyźni... czy wiecie?
Ja cierpię na duchu, umieram ja prawie!

Ledwie powróciłam  z Suworowa daczy,
do mojej świątyni by serce podleczyć…
A ty mi swe racje  wykładasz na tacy,
które  tak mnie peszą... lecz, nie śmiem zaprzeczyć...

Muszę  jeno przejrzeć  swe paradne brosze,
czy wszystkie w porządku  są misterne druty.
Przecież nie dla zbytku tę platynę noszę...
„Klucze wiolinowe” - to nie chińskie nuty!

Mam parę diademów we paradne sztychy
i gorset pod którym  się skrywa staniczek.
Angielscy kasiarze skryli tam wytrychy
i zamiast fiszbinów... nie jeden pilniczek!

Jutro się hrabiemu  zamówię z wizytą
i łacno go skłonię do tej eskapady.
Dama mając misję, tajną i ukrytą,
musi mieć anturaż – takie są zasady...

Hrabia, choć fanfaron i fircyk nie lada,
sam do pięknej pani  smalił swe cholewki.
Znając konwenanse, nie chciał wyjść na dziada...
Zgodził, choć wyczuł tu posmak wiadomej polewki...

Jakże bowiem dama o takiej pozycji,
 mogła proponować  dwuznaczne wojaże?
Cóż, nie brak mu było, herbu, aparycji...
Ale coś tu cuchnie - czas bliski pokaże...

                                       Myśli miał roztropne, a nie często miewał.
                                        Bo francuskie chłopy tęgo go potłukli,
                                        kiedy serenadę na winnicy śpiewał...
                                        Teraz, blizny hańby ukrywał śród pukli.

Nie były to bowiem rany od rapiera,
                                              tylko omłotowej pospolitej lagi...
 A taka zniewaga, przez lata doskwiera
        i człowiek się czuje, sam przed sobą nagi!

                                        Wysłał przez lokaja stosowne rozkazy,
                                        dla zgrai dżokejów i dozorcy psiarni.
                                         Pani zaś pachnidła i nimbu wyrazy,
                                         sam ruszył zaś  stroić, przy blasku latarni.

Nie było potrzeby  takiego pośpiechu,
         ale mości hrabia  był wielkim narwańcem...
     Dostał tedy nagłej... przypadłości śmiechu
      i, zajął do ranka najmodniejszym tańcem.

                                        Dni parę minęło, czyszczono kolaskę
                                        i liczne już puzdra napełniono bytem...
                                        Misterny kuferek dzierżył sporą kasę,
                                        ale sytuacja - zaskoczyła zgrzytem...

           Siostro ukochana! W Tobie ma nadzieja!
Słyszy Telimena - i widzi Robaka.
                   Nie znajdziesz sposobu, na głupca, złodzieja...
      Ani na szlachcica, polskiego głuptaka!

                                        Jegry hrabię wzięli! Trzymają pod strażą...
                                        Musisz pilnie  bieżyć do majora Płuta !
                                        Za późno już będzie, gdy w Sybir przekażą
                                        i pobłogosławią na drogę ze knuta!

         Nie jeden się wariat nawet tam nie stawi...
   znam ruskie ukazy jak swoje sukmany.
Ryków szubienicę  tu szybko ustawi
       i zwisną na sznurze... jak stare łachmany!

                                      Pro publico bono! Siostro! wybacz klesze!
                                      Nie dla siebie proszę - jeno dla tych dziatek...
                                      Już ci błogosławię, a jutro rozgrzeszę...
                                      dziś, nie mają ojców... a jutro - bez matek!

Smutną miała minę, ale próżna rada...
 Wzięła więc kuferek w amorki ozdobny.
Sprawdziła zawartość i rzekła – tak nada...
Był tam przedmiot mały, do gąbki podobny...

I mały flakonik z tajemną miksturą -
tudzież parę innych fikuśnych detali...
Przez nie bystra dama zawsze była górą!
Lecz, na tym się księża… bynajmniej nie znali...

Co działo się potem, nie bądźmy ciekawi...
Rankiem już pan hrabia  wrócił na kwaterę.
Gdzie diabeł nie może – tam babę postawi,
a Płut w  swym ukazie, stosowną literę...

Potem wyruszyła  Telimena w drogę,
na spotkanie wielkiej Bonaparta armii.
Hrabia każdej nocy  pociesza niebogę...
Śpiewa serenady i wybornie karmi.

Ozdobne puzderko wciąż uchyla wieczko
i sporo ubyło cudownej miksturki...
Nie będzie się dama... mocować ze świeczką!
Ani też z wyciorem, od starej dwururki!

Tak toczą się dzieje ludzkiego rodzaju,
śród znoju, udręki, a pieszczot czas krótki...
Niebo dla każdego - utracono w raju.
Miłosć, drogi bracie, najlepsza na smutki!!!

Sz. K.
21.09.2008r