Jarosław Kapłon

Jarosław Kapłon – urodził się w 1972r we Wrocławiu. Poeta, muzyk. Debiutował tomem wierszy Sprawy przyziemne (2012). Ponadto opublikował: Grawitacja (2013), Projekcja (2013), Oswajanie chmur (2016). Stop-klatka (2021).Współautor tomiku wydanego wraz z Marzeną Bruś "W miłości chodzi o wszystko" (2015). Jego wiersze ukazały się w almanachach pokonkursowych jak i w antologii „Poeci Polscy” – pisarze.pl (2016), (2017). Laureat Ogólnopolskich Konkursów Literackich m.in. XVI Ogólnopolskiego i Polonijnego Konkursu Literackiego im. Leopolda Staffa. Jego teksty publikowane były w czasopismach takich jak; „Akcencie”, „Migotaniach”, "Akancie", „Szafie”, „Nestorze”, „Ricie Baum”, „Interze”, „Wakacie”, „Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym”, „Wyspie”, „Salonie Literackim”, „e-Tygodniku Pisarze”, Internetowym Magazynie Kulturalno-Literackim Szuflada.net, „Kurierze Zamojskim”, „Śląskiej Strefie Gender”, „Magazynie Literackim”, „Obszarach Przepisanych”, "Nowych Myślach”, „Helikopterze”, „Bezkresach”, „Drobiazgach” jaki i w „Poetyckiej Poczcie Radia Koszalin”. Obecnie mieszka i pracuje w Zamościu.

Czytaj więcej...

Rafał Gawron - nowe wiersze (wrzesień 2021)

Z BALKONU W LAS

 

urwać ten kawałek zapachu

schować w kieszeń głęboko

pod sercem

niech kwitnie

codziennie w mieście

 

kroplę ze źródła ususzyć

schować w zielniku

pragnąć wrócić

do miejsc gdzie przechodziłeś

obok dnia i obok

na łące rozłożyć ramiona

wzbić wyobraźnię w błękit

złapać chmurę pod głowę

odetchnąć drogą spokoju

uwiecznić krajobraz w sobie

być górą gdy dno

sięga po szyję

 

Czystogarb 22 08.2021

 

DAMA I WALET

 

lubię wracać tam gdzie ty

z myślą między usta

której włosy

łaskoczą mnie po twarzy

kiedy patrzę w dwa płomienie

które palą mnie od środka

 

dna nie czuję

takt maleje

cisza wzbiera

 

kiedy podmuch twoich ust

szepcze mi rozkazy

kiedy oddech nasz  zawodzi

niezachwiana pewność chwili

w której kończą się westchnienia

słodka chwila na balkonie

kilka gwiazd schwytanych w dłonie

przechodzących z ust do ust

 

milczy noc na naszych ciałach

mały dreszcz przechodzi

 

słyszę w sercu jęk

żar głęboko sięga

było słychać to na tobie

rysa pękła

 

 

08.08.2021

 

 

PŁATKI Z GÓR

 

zdmuchuję latawce

może się uda

nie wykluczam nie

romansuję z samym sobą

mam siebie na kilku profilach

jestem zawsze pod ręką

ciągle zajętej telefonem światem

wyobrażam sobie nas nago

przy otwartych drzwiach przestrzeni

nikt nie zakłóca miłości

kolacje jemy razem

tylko ja chodzę głodny

zmienia się klimat

ściskam koc w samo południe

przez próg płyną łzy

wprost na zielone pastwiska

przez chwilę kwitną maki

zaczynam się lękać

upajam się że nikt nie może

mi pomóc bo przecież

od czego mam siebie

 

Katarzyna Dominik - wiersze (16)

 

Czas (nie)mój

 

zasypiając patrzę na sufit

wygładzam prześcieradło

nucę kołysankę

 

z książką bez fabuły

przekraczam noc

od niepamiętnych czasów

jem w łóżku

jabłko z rumieńcami

kalendarz traci daty

dojrzewam powoli

 

zamiast kakao brudny kubek

wypłowiały atrament z każdym słowem

ciasne etui wspomnień

zamyka przyszłość

a ja

czarno-białe zdjęcie

w pękniętej

antyramie

 

Stół z krótszą nogą

 

Drewniany blat

z nogą podpartą kartką

kiedyś gromadzący rody

od lat nie pachnienie

głośnym śmiechem

 

Na obrusie plama zgrzytu

ktoś z nielicznej już rodziny

spogląda frasobliwie na tych

którzy jeszcze wczoraj

trzymali się za ręce

podczas pacierza

 

Zażyłość na ostrzu noża

wzburzyła szklanką wody

więzi utknęły na widelcu

Dwanaście potraw

leży w śmieciach

 

Krzesło bez oparcia

chwiejne od huśtawek

gdy dziedzic przemówił

rozsypało się na amen

 

(Za)świadczenie

 

Kiedy z lekkością liścia

zwiędniesz bezpowrotnie

pamiętaj że byłeś wybrańcem

 

Oddaj ostatnią koszulę

podnieś kruszynę z ziemi

 

Twoje czyny rozliczą

ilością słowa dziękuję

gesty wydrążone w skale zamiarów

słoną kroplą

wyryją na nagrobku

 

Weź głęboki oddech

pierwszy czy ostatni co za różnica

podziękuj za stracone szanse

zaufaj intuicji i przytul mgłę

 

I nie wypieraj się myśli

napisanych na czole

 

Przezroczystość oczu

akredytuje (twoje)

człowieczeństwo

 

Życie to nie teatr[1]

 

W zimniej mogile

z myśli usypanej

zasnął poeta

 

Życie to nie teatr

spektakl odwołano.

 

Kim właściwie był ten,

który zabijał czas

stojąc na moście brooklyńskim?

 

***

 

Nie umiem wyjaśnić

czym jest ale go rozumiem

samorodne życie

 

Pragnąc tylko

czegoś więcej

wyścigu z wiatrem

trzeźwienia chwilą szczęścia

chcę być

czarnym koniem

samoistnym drżeniem rąk

i smagłością białej nocy

pośród

lawiny nieprzewidywalności

 

Znikąd

 

Siedzi na schodach

bynajmniej nie do mekki szczęścia

Potargane rajstopy

na zakrwawionym kolanie

pustostany bez okien na świat

odrapane wejście oficyny pozbawione drzwi

graffiti nad głową dziewczęcia

bez dachu i ciepłej kolacji

z którą czeka mama

niedbale zaczesane włosy

umorusane czoło

to znaki szczególne bezpańskiej

Tożsamość zgubiła na gigancie

przyjaciele już jej nie znają

traktują jak powietrze

choć zdarza się że ktoś zawoła znajome imię

Nie mając nawet złamanego grosza

w histopatologicznym zapleczu

trzyma życie na czarną godzinę

Córy jerozolimskie nie zapłakały

 

W skorupie

 

Między rzutem a kantem oka

sięgam o lata świetlne dalej niż zenit

po to aby

w ruchomych drzwiach

znaleźć spojrzenie

chłopaka z przyszłości

który obiecał wrócić nigdy

Spakował milczenie w usta

i wyskoczył na pohybel

precyzyjnie w zakwasy uciekającej miłości

rzuconej jak grochem o ścianę

Z niej wzniósł separację nas

Płaczę kiedy przed nią stoję

łatam dziurę po dziurze

martwego ciała

W prosektorium uczuć ostatniej stacji

dokonuję sekcji pocałunku

diagnozując przyczynę

interpretacji dezercji

której się dopuścił

I ledwie co

kłucie w klatce

Stroniąc od wspomnień

niewiadomy z imienia

w poprzek rozumu

stłamszony lękiem

przed identyfikacją

w twardej skorupie

nie waży słowa

Dotąd schematyczny

prawie zwyczajny

klasyczny przypadek

złożony na opak

z powłoki

raptem chce się wydostać

przemówić

mozolnie zszywając

rozdarte serce

 

 

© Kasia Dominik

 

 

[1] Nawiązanie do tytułu wiersza Edwarda Stachury, Życie to nie teatr.

 

 

 



Realterm  w metrze

 

Godzina szczytu, trwa wegetacja na stojąco

śledzi w oleju duszących się w konserwie potu,

gdy czekając na pływ morskiego truchła,

z naiwnością pisklęcia odliczają minuty

na wzbicie się ku żelaznej platformie.

Jednak uliczne robactwo pleni się niczym

dżdżownice po gradzie ołowianych kulek,

topiąc smutki w wiadrze łzawej kałuży

podupadających słupów Architekta świata.

 

List (do samej siebie) z przeszłości…

 

Zrodzona w drodze, na skraju myśli,

błąka się w oćmie labirynt snów.

Zlęknionym sercem zamysły kreśli,

wonnością płatka kolców bez róż.

 

Dziewczyno znikąd, gdzie się podziałaś?

Gdzie jest twój oddech bławatkowych pól?

Czy jeszcze wrócisz? Czy się poddałaś?

A może dusza szarpie na pół?

 

Uśmiech przeminął bez przyzwolenia,

za rogiem smutku znika beztroska.

A ja wciąż szukam promieni lat,

które mi pachną, jak bryza morska.

 

W kadrze pamięci splatam wspomnienia

dziecka ze szczęściem w rumianej dłoni.

Pragnę dziś poczuć dawne marzenia,

tańczyć z nimfami w cieniu jabłoni.

 

Dziewczyno znikąd, kiedy zamilkniesz,

wichrowe wzgórza pochłonie nicość.

Nastanie świt, jeśli powrócisz,

krople tęsknoty zagoją ranę.

 

A jeśli nie

 

jeżeli nadzieja gdzieś jest

niech zrobi mi śniadanie

kanapkę z masłem

niech przeczyta mi gazetę

 

na złotej tacy karmimy gołębie

razem kosztujemy życie

skórki czerstwego chleba

 

nadzieja nie chodzi

nie szkodzi

niech zapuka

niech zadzwoni

odbiorę przerywając pacierz

w noc czarną jak

skradający się mrok

czarny kot

z biegiem dnia przejdziemy się

zrywając dzikie jabłka

złożone w koszu

posłużą

 

Supeł

 

Zaciska krtań

w półsłowie

między wersami

Cel nieosiągnięty

nie odejdę

choć głos zawisł

krzesło się przewróciło

Pobiegnę ku górze

z ufnością trwającą

w niepewności

Drganiem szeptów

rozplączę nieśmiałość

 

Recepta

 

W korytarzu poezji

mało mnie

kilka słów na liniaturze

cyklamenowej tekstury

przygasająca luminacja

planetarium myśli

Osobliwy recepis

wystawiony na cito

 

***

 

Przemycając oddech

płytki jak moje ego

po którym dryfuje

niekompletna myśl

dostałam dzień

 

Byłam jestem być może będę

 

Byłam jak neofitka

pod egidą nieba

jak myśl laminowana

osobliwą treścią

 

Jestem łzą morza

targaną sztormem

dźwiękiem

opadającej kotwicy

 

W furcie życia

będę rotą

nieprzemijalności

by kiedyś nie teraz

w korporacji poezji

przekroczyć

wysokie progi Albionu

 

I choć jeszcze

nie czas umierać

pragnę więcej

niż tylko

zostawić ślad

obcy spojrzeniu

bliski sercu

 

Kazamata życia

dziewczyny znikąd

 

Uśpiona tęsknota

 

Słucham tęsknoty

 

kotara wspomnień odsłania

głowę na poduszce

haftowanej zapachem siana

i w półśnie czuję

jakbym znowu miała

dwadzieścia lat

nie więcej

 

Siedzę na łące

splatam wianek

z młodzieńczych marzeń

wracając w miejsca

we mnie schowane

 

W dłoniach trzymam

cały świat i połowę

wszechświata

 

Zapatrzona w dal

sięgam po jeszcze

 

Już świta

czas wstać

nieznośna pora

przebudzenia

 

W głąb siebie i dalej

 

Trafiona rykoszetem

śmiertelności

otwiera syryjską opaskę

płochej naiwności

menora nocy

 

W głąb podróży

pachnie zadumą:

gdzie jest jej miejsce

w tym czy w innym życiu?

 

Jeszcze chęci

i drgnięcie warg

już urna

ciemnica

Zdrowaśka

 

Jest przejazdem

garścią prochu

 

W świetle płomienia

 

Żarem płomienia rozgrzej

mojego serca glacjał mocno chwyć

oddechem przytul stęsknione spojrzenie.

 

Na progu doznań zostańmy jednością,

rozkołysaną impresją bliskości.

 

Wypełnij duszę trajektorią myśli,

namiętnością słów, nieposkromionych drżeń.

Przytul z miłością oratorium ciała,

sponiewieraj bezwstydem nieśmiałość.

 

Niech pocałunki permanentnej chwili,

zaleją zmysły omdlałe z ekstazy.

Niech ponad nami, w galaktyce wyznań,

plejada uczuć płynie strumieniami.

 

Nie szczędź dotyku, sensualnych ruchów,

intymnych wzruszeń zaklętych w pieszczocie.

W blasku kominka zniknijmy w sobie,

za kotarą snu, w medalionie nocy.

 

Niczyja

 

Omdlale stopy

tkwią w zimnej krwi –

niepewny grunt

 

Dłonie chcą wyzwolin

na podrapanym stoliku –

miejsca brak

 

Wiem wiem

nie tak miało być

nie ten księżyc w pełni

nie ten wiatr w Bieszczadach

i nie ta ja

 

A jednak jestem

ani przed

ani w

ani po czasie

 

Trzyma kciuki by

raz jeden stał się cud

Nie musi być duży

wystarczy zapach lasu

albo hosanna dnia

a najlepiej to

być czyjąś

Rafał Gawron - nowe wiersze (luty 2021)

O KWIATACH NIE TYLKO

 

skupiony na opisywaniu opon

wieszaków i pieluch

rozglądam się za kwiatami

widzę zapisane strony

drobnym słonecznikiem

z połowy wypadły pestki

toczy się olej stłoczony

po marginesie błędu

czci godne miejsce na boku jak

postacie na starych fotografiach

żyją swoim życiem

lub ktoś

pomaga je wyciąć z tłumu

czasem te najważniejsze

 

ręka ludzka niejedno widziała

a oko przyłożyło dłoń

stoję pochylony jak słonecznik

zapach kartki nie rozwiewa mnie

nie wydzieram włosów

zamknięty w ciszy głos

patrzy

 

 

 

 

NIUSY

zapchana karczma

ktoś coś ogląda

inny ktoś pije coś

jeszcze inny ktoś je coś

patrzę a tu wojsko

powiewają targane chorągwie

łap za telefon

Chodkiewicz na pierwszej stronie

bujają konie na północ

dudni ziemia

chowają się chmury

poznikały ptaki z drzew

widzę  pióra

idziemy i my

ja ktoś i inny ktoś

i jeszcze ktoś inny ktoś

machamy światełkiem telefonu

pstryk i selfik z wodzem jest

łatwo poszło nam

im też

śpieszyli się widać powoli

czasu starczyło na wzmiankę

w teleekspresie

obszerny skrót z pola walki

tak teraz teraz wojny są krótkie

pstryk na kanał Syria

pstryk już Ukraina

pstryk Nigeria

pstryk Palestyna

z dobrych wiadomości

czterech strażaków

po bohaterskiej akcji

uratowało grubego szczura

zachód zawsze był pierwszy

spektakularnego niusa

pokazały media

wyjątkowo polskie

u nas póki co

aż tak w studni się

nie przelewa

 

 

KTÓRA TO SIOSTRA

NIE PAMIĘTAM

 

znam twój krzyż

i krzyżyk postawiony na tobie

 

nie martwię się o jutro

to przedwczoraj dawno było

 

pamiętam nie zapomnę

jakby wczoraj lat przybyło

 

wiosna rodzi złe nowiny

latem żniwo zbiera

by jesienią skąpać w smutku

i odkopać zimą w śniegu

 

miewam wizje sny nie miłe

chodzę w sobie nie śpię we śnie

 

Maksymilian Tchoń

 Maksymilian Tchoń

Urodzony w 1987 roku. Licencjat filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego (STAL) z siedzibą w Krakowie. Jestem autorem tomów poezji, m. in.: Wiedziałem (2020), Ziemia złych wyroków (2019), Narracje (2019), Kolor po dniu Teoria geocentryczna (2018), W osierdzie (2017), Potępiony (2016), Ars poetica (2015), Http (2015), Niecierpliwy (2013), także książki eseistycznej: Rezerwat znaków przestankowych (2018). Redaktor Almanachu Literackiego Młodych Synekdocha i internetowego portalu BibliotekaeSynƎkdochy. Publikował w wielu ogólnopolskich pismach literackich, ważniejsze: Wyspa, Akant, Poezja dzisiaj, Biuro Literackie, 2Miesięcznik, Okolica Poetów, Gazeta Kulturalna, Galerii Sztuki Eprawda, Latarnia Morska. Pasjonuje się muzyką, sportem, oraz dobrą książką. Jego teksty są tłumaczone na język angielski i włoski. Ważniejsze osiągnięcia: Dział Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego wyraził zgodę na przyjęcie jego wiersza poświęconego wydarzeniom z ’44 roku pt. “Godzina W” do zbiorów bibliotecznych, określając je mianem ,cenne’. Publikowałem również swoje patriotyczne utwory na prawicowym Portalu Hej-kto-Polak! Poeta projektu antyWalentynki (FONT) Fundacji Otwartych Na Twórczość. Jeden z wierszy autora (miniatur) został wyświetlony na fasadzie kamienicy przy ul. Brackiej 1 w Krakowie. Laureat m.in. prywatnej nagrody Arnolda Samsonowicza. Motto: „Okazje są jak wschody słońca. Jeśli czeka się zbyt długo, można je przegapić.” William Wharton

Czytaj więcej...

Małgorzata Anna Bobak Końcowa

- poetka, malarka, animatorka kultury, ilustratora, autorka okładek. Autorka pięciu tomików poetyckich: "Brzydka”, "Żywot Pliszki", "Medalik bez łańcuszka", "Juzine" (Wydawnictwo Miniatura - Kraków) i „Co pachnie ciszej”. W październiku nakładem warszawskiego ANAGRAMU ukaże się kolejny tomik „Papierowe serwetki”. Współautor antologii poetyckich: Contemporary Writers od Poland 2000r. -2014r. wydanej w Stanach Zjednoczonych, Pszczyńskiej Grupy Poetyckiej pt: „Wczoraj, dziś, jutro”, Antologia Poezji Kobiecej pt: "Czas Kobiety"-, "Metafora współczesności" (Międzynarodowej Grupy Artystycznej "Kwadrat"), Antologia Poetów Polskich 2017 -Wydawnictwo Pisarze.pl, „Almanach pokonferencyjny pt: „Kondycja Dzisiejszej Polskiej Poezji” i „Wędrowne Ptaki” i „Wędrowne ptaki 2” Polskiego Stowarzyszenia Haiku. Publikacje na łamach „Śląska”, w "Wytrychu", "Papierowym Żurawiu”, „Gazecie Kulturalnej” Andrzeja Dembkowskiego, „Gazecie Pszczyńskiej” pod redakcją Wacława Kostrzewy, „Babińcu Literackim”, „Mega*Zine Lost & Found” Piotra Kasperowicza, Magazynie „Pisarze.pl”, „Akancie” i japońskim miesięczniku "KUZU". Debiut w 155th WHA Haiga Contest (07/2017). Firmuje nazwiskiem i prowadzi Salon Literacki. Programy odbywają się cyklicznie na Małej Scenie im. Jerzego Kozarzewskiego w Nysie przy Nyskim Domu Kultury w Nysie. Wiersze można usłyszeć między innymi w lokalnych stacjach radiowych i audycjach Polskiego Radia Katowice. Między innymi Poczcie Poetyckiej Macieja Szczawińskiego. Obecnie wiązana z Pszczyńską Grupą Poetycką. Coroczny uczestnik Pszczyńskiej Jesieni Poetyckiej. Uczestnik II Międzynarodowej Konferencji Haiku, Kraków, Instytut Manggha i FESTIWALU POEZJI SŁOWIAŃSKIEJ. Członek i założyciel Polskiego Stowarzyszenia Haiku.

Czytaj więcej...

Rafał Gawron (15)

Rafał Gawron -

urodzony w Sanoku rocznik 1978. Dzieciństwo i młodość spędziłem w małej peegierowskiej wiosce Czystogarb w gminie Komańcza. Kilka nagród dawno temu i wyróżnień, w tym ostatnie w Warszawie 2016r. W tymże roku wydałem swój pierwszy tomik wierszy pt. APTEKA. Z kolei w 2019 wydałem drugą książkę poetycką pt. FEST TCHNIENIE.  Obecnie mieszkam i pracuję, czasami piszę w Rzeszowie.

Czytaj więcej...