Śląsk jako przestrzeń podróży - Katarzyna Bereta

Podróż leży w naturze człowieka. Gdy zwrócimy się w stronę początków ludzkości, staniemy twarzą w twarz z homo peregrinus, który przemierzał połacie lądu w poszukiwaniu pokarmu. Wraz z nim wędrował cały jego świat, także bóstwa − dobre i złe duchy, a przestrzeń wokół stawała się Templum Salomoni, jak pisze Henryk Waniek w eseju pod tym samym tytułem (por. Opis podróży mistycznej z Oświęcimia do Zgorzelca 1257-1957). Wędrówka jest zatem ludzkim przeznaczeniem, gdyż człowiek stale jest wewnętrznie stymulowany do poszukiwań i zmian. Jako istota rozumna w końcu dostrzega ograniczoność zasobów miejsca, w którym się zatrzymał; jako rzeczywista czy życzeniowa korona stworzenia zaczyna odczuwać potrzebę eksploracji niezdobytych dotąd rubieży, nadawania im własnych imion i zatykania na szczytach, jeśli nie flag, to przynajmniej maczug.

Czytaj więcej...

Miasto. The Wall - Katarzyna Bereta

Andrzej Stasiuk słusznie pisze w swej najnowszej książce Wschód, że „wnętrza domów wiejskich czy w małych miasteczkach nigdy nie oddzielały od reszty świata tak jak domy w prawdziwych miastach". Opisy gospodarstw chociażby w powieściach Wiesława Myśliwskiego potwierdzają bezpośredni związek domostw z ich najbliższym otoczeniem. Ma się wręcz wrażenie, że przyroda wrasta w przedsionek, izbę, kuchnię. Mury zaś służą głównie wytyczeniu swojskiej przestrzeni, w której dokonują się sprawy wyjęte spod zbiorowego doświadczenia i zarezerwowane najbliższym. Obmurowanie akcentuje także związek człowieka z ziemią, świadczy z daleka o tym, kto jest właścicielem gruntu. Dom i ziemia na wsi są zatem jednością. Zupełnie inaczej rzecz ma się w mieście.

Czytaj więcej...

O problemach z czwartym wymiarem - Katarzyna Bereta

Podczas tegorocznej Gali Złotych Masek w Teatrze Śląskim naszła mnie pewna nieodkrywcza wszakże myśl, ale zobaczyłam ją nagle zmaterializowaną. Rozmawiając przed uroczystością z koleżanką, stwierdziłam, że wytworzyły się nam dwa światy równoległe: realny i wirtualny, co ona oczywiście potwierdziła. Jednak ja w tym momencie bardzo wyraźnie zobaczyłam ten wypełniony po brzegi teatr jako scenę wirtualnych rozmów, maili, esemesów, lajków na portalach społecznościowych, hejtowania, wzajemnego podgryzania się, plotkowania, publikowania zdjęć, które mają kogoś ośmieszyć itd. Ci sami ludzie, którzy w tej świątyni sztuki całują się w rączki, kłaniają, opowiadają o swoich wielkich osiągnięciach, za chwilę zrzucą maskę realną, by założyć wirtualną, w której nie całują już rączek, nie kłaniają się, narzekają na swoje problemy itd. Albo odwrotnie. Ci, którzy w rzeczywistości nie poznają znajomych, unikają spojrzeń, zapominają pozdrowić, może nawet wstydzą się, gdy przechodzą na drugą stronę ekranu, nagle stają się serdeczni, życzliwi, wylewni, lajkują, komentują, słodzą, kadzą tym, których chwilę temu nie poznawali w tłumie.

Czytaj więcej...

Być kobietą na Śląsku - Katarzyna Bereta

Gramatyka polska przypisała Śląskowi rodzaj męski, w rzeczywistości przejawia on jednak o wiele więcej cech kobiecych. Jest kapryśny, gdy ukrywa skarby jak w legendzie o Szarleju, co zalał pokłady srebra w Bytomiu. Nieobliczalny, gdy jednym tąpnięciem zabiera matkom, żonom i córkom ukochanych synów, mężów i ojców. Mroczny, gdy rozkłada na niebie czarny trójkąt, pod którym powinna panować jedynie śmierć. Zmienny, gdy tuż za szerokimi łąkami Opolszczyzny zamyka krajobraz ramą z cegły familoków, by dalej zaskoczyć urozmaiconą przestrzenią Beskidu. Opiekuńczy i troskliwy, gdy daje pracę i chleb „na ziemi i pod ziemią”. Śląsk o wiele bardziej jest więc kobietą, Silesią. Nawet przemysłowe symbole regionu − kopalnia i huta − są rodzaju żeńskiego, choć ich wnętrza zaludniają głównie mężczyźni. Jak to zatem jest być kobietą na Śląsku?

Czytaj więcej...

Artyści - Katarzyna Wesołowska-Waszkowska

Podczas rozmów o sztuce, ona sama często jest przedmiotem. Kusi oglądanie przysłowiowego szczytu góry lodowej, teoretyzowanie zjawiska „czubka” dokonywane z bezpiecznej odległości, utworzonej w relacji między dziełem i podmiotem. Artyści natomiast pozostawieni w chwilowym spokoju, eksplorują głębiny rzeczywistości wchłaniającej także oglądaczy, czy tego chcą, czy nie.

Czytaj więcej...

Walentynkowy esej o miłości księdza prof. Antoniego Siemianowskiego

KRAJOBRAZ UCZUĆ KOBIET I MĘŻCZYZN W PRZEKROJU HISTORYCZNYM
(Omówienie książki Jerzego Besali Miłość i strach)

Czytaj więcej...

„Nie/Boska” po gnieźnieńsku (czyli dekonstrukcja krzyża)

 

Za co kochamy aktorów? Za to, że są. Za co kochamy aktorów teatralnych? Za to, że są blisko, niemal w zasięgu ręki, że są żywą, nieustannie odradzająca się materią sztuki scenicznej. A za co kochamy aktorów teatralnych z miasta średniej wielkości? Za to, że co jakiś czas pod ręką świetnego realizatora potrafią stworzyć widowisko, którego – jak mniemam – nie powstydziłyby się sceny powszechnie w kraju znane i cenione. Do tej grupy widowisk można chyba bez większego ryzyka zaliczyć „Nie/Boską komedię. Rzecz o krzyżu”, spektakl – według Zygmunta Krasińskiego – napisany i wyreżyserowany przez Piotra Kruszczyńskiego dla gnieźnieńskiego Teatru im. A. Fredry. Użyłem tutaj określenia „napisany” w pełni świadomie, ponieważ Piotr Kruszczyński – opracowując tekst „Nie-Boskiej komedii” na potrzeby półtoragodzinnego spektaklu, stworzył niemal nową jakość. Przede wszystkim skrócił oryginał (niemożliwy w zasadzie do wystawienia na tradycyjnej scenie w wersji autorskiej), uwspółcześnił i wrzucił w aktualne polskie konteksty kulturowe oraz polityczne. O ile pierwsza część gnieźnieńskiej premiery (odpowiadająca dwóm pierwszym częściom dramatu Krasińskiego) pozostaje – jako „dramat rodzinny” – w kręgu zagadnień aktualnych zawsze i wszędzie, o tyle część druga, patriotyczno-historiozoficzna, niemal wprost wpisuje się w polskie tu i teraz (nie tracąc przy tym uniwersalistycznego przesłania), a przynajmniej tak jest odczytywana przez sporą część (jeżeli nie większość) publiczności.

 

 

Czytaj więcej...