
fot. R. Jaworski
* * *
Na pożegnanie trzeba wybierać miejsca szczególnie piękne,
o urokliwie jasnych sekwencjach wspomnień.
Jest to dla mnie trawiaste pole namiotów w Krościenku
nad przełomem kapryśnego Dunajca.
Przyjechałem tu, aby pożegnać się ze światem,
z krainą barw, endemicznych roślin
i zakonnych ostępów kontemplacji.
To domena św. Kingi, która lubiła woń czerwonego wina,
i łagodne wzgórza Pienin, które chronią
przez barbarzyństwem najeźdźców.
Chcę pożegnać noce pod gwiazdami,
głośne czytanie Kawafisa o zmierzchu świata idei,
cytowanie ułomności własnych tekstów i bóle stawów
od nocnej wilgoci. Trzeba pożegnać się tutaj,
daleko od przepychu Bizancjom, od bazylik Rzymu i Florencji,
nawet od klimatów Krakowa.
Mały człowiek musi dopasować do siebie
krajobraz rozstania, który przystaje do jego tęsknoty,
do nurtów jego buntu.
Skaliste kaniony Jaworek kanalizują refleksje
w stronę partytury ostatecznego wzlotu.
On mocuje się w glebie kroków po twardej ziemi.
Są tu ostatni Mohikanie surowego biwaku,
ulubieńcy zimnej wody i tropiku nad głowami.
I przenika nas duch lektur romańskiej kultury
w ujęciu Ezry Pounda.
Staram się sięgać „zaszczytu interpretacji”
Krościenko, 13 lipiec A.D. 2016
