
Gmach starej poczty w Świdwinie
Na brzegu Regi
Pomorskie pola otwierają w maju wielobarwne bruliony,
więc i kaczeńce na marginesie łąki porastają żółto
rowy wzdłuż torów. Pasażerowie zmierzający nad morze
pozdrawiają nas z okien wagonów, zanim wpiszą się
w linię horyzontu wykrzyknikiem chmury.
Działkowicze na rowerach rysują nową ścieżkę
pośrodku miejskiego trawnika.
Kaczeńce na brzegu Regi. Powolny nurt rzeki
jak ruch ręką z dalekiego okna. Popołudniowe
wędrowanie nie wiadomo dokąd, zawracanie
wokół gmachu poczty z czerwonej cegły,
przystanek przy kamiennym krzyżu
z przesłaniem Jana Pawła II:
pamięć i tożsamość.
Miasteczko dzieciństwa jest jak plaster
miodu w upalny dzień – dodaje
energii, koi zadawnienia.
Bardzo duszno
cały jesteś przesiąknięty pustką
i latem
słońce przypieka nam ramiona
gdy przeżuwamy świat jeszcze raz
w tę ostatnią niedzielę lata
Two sides of the stone
*
znalazłam rozłupany kamień
obracam nim na wszystkie strony
kamień patrzy na mnie pustką
z każdej strony
**
na drodze leżał odłamek skały
ze wzrokiem wbitym w ziemię
i w ziemię

Irena nad Regą w Świdwinie, 2023. Z arch. autorki
Powroty do Świdwina
Łączą nas myśli
na odległość wypełnioną
wspomnieniami
odchodząc ciągle wracamy
by przekonać się
że wrzos pachnie
zajmuje nowe miejsca
nad jeziorem Bukowiec
Strzelista wieża w parku
ciągle strzeże naszych
pięknych widoków
tylko wewnętrzne schody
pokruszone i dziurawe
mniej bezpieczne
bronią się
przed naszą pamięcią
Wspominając Rafała Żebrowskiego –
poetę i historyka kultury (1954-2024)

Rafał Żebrowski w podróży. Fot. Zofia Borzymińska
W rzeczach zwyczajnych zauważał piękno – jak
malarz, który mimo choroby oczu niestrudzenie kładł
na płótno kominy fabryczne, ich cienie przeglądające się
w rzece, sady rozjaśnione porannym światłem, wysokie
trawy rozedrgane wiosennym powiewem, polną
drogę pod lasem zasypaną śniegiem.
Proste gesty, surowe pasterskie ubrania wieśniaków
w Pontoise przy pracy wykonywanej co dnia z cierpliwością
w polu, na pastwisku, kobiety z wiadrami przy studni –
w cieniu godzin ulatujących niepostrzeżenie – mówią
wiele o szacunku dla ludzkiego trudu, chwalą życie
na obrazach Camille’a Pissarro.
Gdy już nie mógł wychodzić z domu, oglądał ruch uliczny
z okna paryskiej kamienicy jakby z lotu ptaka – rysował
widok na Pont des Arts, ludzi idących pod rękę, konie
ciągnące wozy, parki, domy, bulwary, place z kawiarniami.
Nauczyciel Paula Gauguina, przyjaciel młodych malarzy
w Salonie Odrzuconych, mistrz poszukujący wciąż nowej
formy oddającej chwilę istnienia człowieka w zmaganiu się
z naturą – niestrudzony komentator innego spojrzenia
pozostawił najwięcej obrazów wspólnego świata spośród
tego, co przepadło w wojennych pożarach i grabieżach –
ocalałe płótna ukazują pejzaże w epifaniach
i widzeniach rzeczywistości w sposób
niepowtarzalny, jaki został dany nielicznym.
Cóż więcej opowiadać, drogi przyjacielu,
gdy płoną świece adwentowe – w grobowcu
rodzinnym wśród swoich spoczywasz, płyta
marmurowa opleciona bluszczem, lawenda
zdrewniała legła wkoło stóp –
z dzikiego ostępu, gdzie niegdyś kwitł
Gucin Gaj romantyczny, już tylko sikorki
odzywają się z cicha raz po raz i milkną.
Warszawa – Poznań, 14/15 XII 2025
-----------------------------------------------------
Teresa Tomsia – poetka, eseistka, animatorka kultury, autorka prozy dokumentalizowanej. Wydała tomiki wierszy, m.in. Gdyby to było proste (2015), W znikającym ogrodzie (2023), Chłodne strugi (2025), W jasności otwartego zdania (2026) oraz szkice literackie Niedosyt poznawania (2018). Publikowała m.in. na łamach „Tygla Kultury”, „Toposu”, „Frazy”, „Twórczości”, „ele/Watora”, w pismach internetowych. Jej wiersze tłumaczono na j. niemiecki, francuski, angielski, ukraiński. Kilkakrotnie wraz z Rafałem Żebrowskim uczestniczyła w Dialogu Dwóch Kultur. Wielokrotnie nagradzana za realizację projektów kulturotwórczych, ostatnio Statuetką Hefajstos od redakcji „Kuźni Literackiej” i „Zeszytów Poetyckich” (2025) oraz Nagrodą Literacką Czterech Kolumn od Kapituły z Wrocławia (2026). Mieszka w Poznaniu.
Słowa namysłu niosą w sobie światło i mogą rozjaśniać sprawy trudne, zawiłe, wydobywać je z niepojętej ciemności – jeśli tajemny sens, który nam przekazują, nie zostanie zagłuszony przez uporczywą próbę rozumienia wszystkiego jedynie po swojemu.
Teresa Tomsia

W Parku Oliwskim © Irena Knapik-Machnowska
Strumień czasu
Podczas letniej podróży przysiadłam niegdyś na kamiennej
ławie i wpatrywałam się w błyszczącą taflę wody – nurt rzeczny
wartko przepływał pod mostem i nieustannie uchodził w dal.
Zmęczone wędrówką stopy spoczęły na długą chwilę,
a wtedy chłód idący od ziemi ogarnął nogi aż po kolana
i studził splecione na nich dłonie – wokół mgły wieczorne
zaczęły opadać na krzewy w alejach, z wolna ruszały
nad kwietne ogrody, ścieżki, łąki z pamięci przywołane.
Zanurzona w strumień czasu ujrzałam wszystkie naraz
dawne poletka, rabaty, podwórka, usłyszałam rozpoczęte rozmowy –
tam, gdzie miejsce opuszczone już pociemniało –
rozbrzmiewały coraz głośniej, rozrastały się w słońcu rozjaśnione.
Błądziłam pośród drzew i bujnych traw, szukałam śladów,
nawoływałam po imieniu krążące blisko cienie – lecz znikąd
nie nadchodziły znaki ani listy pocieszenia.

Plaża w Stegnie © Eugeniusz Toman
Z dnia powszedniego
Z nocy ciemnej nie powraca się nigdy z pustymi rękami.
Jako dar niosę w sobie ukojenie, jakie wybrzmiało milczeniem w godzinach przemyśleń o tym, co rozproszyło się i niezauważalnie przepadło, nie wiadomo dlaczego. Pielęgnuję rzewną nutę na dni szare, pokorne, by dały się ukołysać w tonie ładu i wybaczenia, bo nie każdy prosty gest czy znak, jakim pragnę porozumiewać się z drugim człowiekiem, wart jest wysłowienia czy zapamiętania, a jednak niezbędny do poczucia istnienia: re/cogito.
Kiedy rzucam słowa nieuważnie, niewiele z nich pozostaje na trwałe. Każda rozmowa jest przecież niepowtarzalna, a w intencjach – sekretna. Należy odczytywać ją w kontekstach, badać głębiej niż ogólne wiadomości dnia. Trzeba długo wsłuchiwać się w pytania i rozważać je przed udzieleniem odpowiedzi, co w dobie pośpiechu nie jest łatwe ani oczywiste.
Słowa namysłu niosą w sobie światło i mogą rozjaśniać sprawy trudne, zawiłe, wydobywać je z niepojętej ciemności – jeśli tajemny sens, który nam przekazują, nie zostanie zagłuszony przez uporczywą próbę rozumienia wszystkiego jedynie po swojemu.
-------------------------------------------------
Teresa Tomsia – poetka, eseistka, animatorka kultury.
W tej chwili, gdy przysiada na ławie w rogu biesiadnego stołu
i bierze pióro do ręki, by podpisać monografię Solidarnej Wspólnoty,
w tej chwili, gdy pochylony nad książką zamyśla się, co zapisane,
a co należy przywołać: miłość, wdzięczność, poczucie miary –
wie, że jego godziny zostały policzone. Cień krąży
w przejściu z widokiem na ściernisko.
Dopiero połowa września, a już chłodny wiatr zmaga się z chmurami,
targa połą marynarki. Śmiejemy się, rozgadani, śpiewamy
z kapelą piosenki powstańcze.
W ostatniej chwili obejmuje spojrzeniem Ludwikę w płaszczu koloru jesieni,
dzieci przyjaciół biegnące ku bryczce, konie prowadzone ze stajni,
Joannę częstującą gości – i podnosi rękę na pożegnanie.
Łagodnym uśmiechem błogosławi nas wszystkich.

35-lecie SW. Stajnia „Rotmistrz” w Bolesławcu, 15 września 2018 roku;
Ludwika Ogorzelec – autorka rzeźb i instalacji „krystalizacja przestrzeni”;
Joanna – żona Macieja Frankiewicza, opozycjonisty z poznańskiej Solidarności Walczącej.

Przed dworem Rodziny Joczów w Cielcach:
Yola Czech i Teresa Tomsia z córką Moniką (1998) © Eugeniusz Toman
Nie oczekuj na miłość,
tylko z nią umieraj.
Jan Sochoń, Wskazania
W szczelinach zdrewniałej skóry
warstwami układają się wyciszone
wspomnienia, gałęzie zrzucone z drzew
po nocnej burzy, dachówki ukruszone
przez wiatr niczym rzeźby w kształtach
nie do rozpoznania, przy nich orzech
przechowany przez wronę.
Niekiedy w progu osiada z mgłą echo słów
wypowiadanych tu niegdyś przez Pawła Jocza –
rzeźbiarza, który żył z pasją, jakby wciąż
od nowa stwarzał życie.
Nikt nie wybiega dziś tam na taras, by powitać gości,
nie oczekuje na poruszenie, na przemianę.
Odwiedzający przychodzą i znikają za żywopłotem.
Unieruchomione w oku kamery trzy kobiety
już nie zdołają odwrócić głowy, nie ujrzą gospodarza
w wejściu do domu – jak z wolna wchłania go
nieprzenikniona gęstość wieczoru.
Przed progiem staje ten, który trwa w osobności,
któż bowiem zawoła ku niemu z daleka,
poda wody żywej, gdy nicość zajmuje pierwsze
miejsce przy stole, a wiara w przemienienie
nie wznosi, nie usuwa niepewności –
czym tak naprawdę jest niepojęta,
do końca wierna agápë.
Poznań, 2 lipca 2026 roku
Bogdanowi Widerze, Lechowi M. Jakóbowi,
Krzysztofowi Kokotowi, Alojzemu Lysce,
Teresie Tomsi, Irminie Kosmali
Widzę, że nie ustajesz w wędrówce własną ścieżką poetycką.
Tak trzymać - -
(Z korespondencji Lecha M. Jakóba, 5 czerwca 2021 r.)
miałam szczęście zakotwiczyć w sercu kilku osób –
dziwne, że połowy nie spotkałam osobiście,
nie usiadłam przy kawie, nie pogadałam o niczym
część zna już prawdę istnienia i świeci na niebie
tym, którzy wciąż szukają gwiazdy północnej –
czasami spoglądam w czerń nocy i czytam ich myśli
dziwne, że połączyło nas słowo, choć dykcje
mamy różne; splotła niewidzialna nić serdeczności,
mimo zasieków postawionych przez nasze roczniki
miałam szczęście spotkać nieznajomych, którzy
poznali mnie lepiej niż niektórzy bliscy –
nic dziwnego, że z ostatnimi łączy mnie milczenie
Mysłowice, 12 lipca 2026 r.
