Kuźnia Literacka
Logo

 Sztuka nagrodzona podczas I Ogólnopolskiego Konkursu Dramaturgicznego im. Gabrieli Zapolskiej


Autor recenzji: Igor Frender

 

„Szkoda”. Wystarczy podnieść klamkę


Przy źle domykających się drzwiach człowiek szybko nabiera wprawy. Podnosi klamkę, dociska, zna właściwy ruch. Po pewnym czasie może już nawet szczerze twierdzić, że tak było zawsze. Usterka została włączona w porządek dnia. Dom wymaga od mieszkańców odrobiny współpracy i ją otrzymuje. Michał Galiński zaczyna „Szkodę” od takiego właśnie porozumienia z rzeczywistością: dość kłopotliwego, lecz wygodniejszego niż sprawdzanie, dlaczego drzwi przestały się zamykać.

W kuchni Heleny i Alojza Markiefków trwają przygotowania do wizyty rzeczoznawcy. Helena, emerytowana nauczycielka, dokumentuje uszkodzenia domu. Alojz, emerytowany górnik, niechętnie przyjmuje do wiadomości konsekwencje tych obserwacji. Przyjeżdża ich córka Marta. Rodzina powinna uzgodnić postępowanie w sprawie odszkodowania, a przede wszystkim uzyskać brakujący podpis. Po czterdziestu jeden latach wspólnego mieszkania można by oczekiwać, że małżonkowie mają już wprawę również w porozumiewaniu się. Z klamką radzą sobie jednak sprawniej.

Galiński trafnie umieszcza konflikt w miejscu, w którym praktyczna decyzja narusza czyjeś przekonanie o własnym życiu. Alojz przez dwadzieścia pięć lat pracował pod ziemią, także pod swoim miastem. Z górniczej pensji utrzymywał rodzinę. Wniosek o odszkodowanie odbiera więc jako żądanie, by zakwestionował wartość własnej pracy. Uznając szkodę, musiałby dopuścić myśl, że uczciwie wykonując obowiązki, zarazem przyczyniał się do zniszczeń. Dla człowieka, który tak ściśle związał zawód z poczuciem własnej godności, jest to koszt trudny do przyjęcia.

Koszt jego odmowy ponoszą jednak również inni. Helena ma za sobą własną pracę zawodową, lata prowadzenia domu i codzienne czynności, do których wciąż potrzeba siły. Alojz potrafi sprowadzić jej zarobki do pieniędzy na firanki. W tak prowadzonym rachunku łatwo zaniżyć cudzy wkład. Ten szczegół wydaje mi się istotny: autor pozwala zrozumieć bohatera, a równocześnie pokazuje, jak jego obrona własnego życia staje się niesprawiedliwością wobec żony. Nie trzeba tego komentować ze sceny. Wystarczy usłyszeć rozmowę o pensjach.

 

Helena także ma swoje sposoby wywierania nacisku. Poprawia, porządkuje, wraca do odszkodowania wypłaconego sąsiadom. Gdy mówi o Cofalikach, w jej wypowiedzi słychać zmęczenie połączone z irytacją, że inni jakoś potrafili załatwić podobną sprawę. Cenię tę domieszkę zwyczajności. Pozwala postaci pozostać człowiekiem nawet wtedy, gdy ma poważne powody do cierpienia. Helena nie zapomina przecież upomnieć córki za gwizdnięcie. Własny dom może pękać, ale pewne zasady wychowania nadal obowiązują.

 

CZYTAJ WIĘCEJ NA:  e-teatr