Czuwać wśród książek, czytać, wspinać się ku najwyższej półce, / brać tę jedną najbardziej dziś oczekiwaną myśl za swoją, ochraniać, / odnajdować uważny namysł Księgi, wzniecać w sobie żar wiecznego ducha (nie)pewności, / nie zaniechać pytań.
Teresa Tomsia, W każdą godzinę

S. Krzyśka, M. Grzebalski, E. Toman (2025) © T. Tomsia
Nigdy czytanie książki nie było dla mnie czynnością zwyczajną – każdą z nich brałam z półki delikatnie i kładłam na piersi, by oswoić moją przy niej obecność, a potem przekazać ciepło rąk kartkom, okładkom, ilustracjom. Zachłannie wchłaniałam zapach papieru i drukarskiej farby, żeby poczuć bliskość tego miejsca, gdzie powstawała. Podziwiałam ich edytorską urodę, gładziłam skrzydełka. Lubię przysiąść na ławce podczas spaceru i ponownie wgłębić się w ulubiony fragment. Z radością spotykam się z ludźmi, którzy szanują książki, podziwiam także pracę włożoną w przygotowanie do druku każdego dzieła. Księgarnia „Arsenał” w Poznaniu na Starym Rynku jest miejscem spotkań ludzi pióra i przyjaciół słowa, prowadzących dialog, wnikliwie wczytujących się w nieznane opowieści. W mroźny zimowy wieczór spotkali się tam pisarze i poeci, a trzej z nich: Sławomir Krzyśka, Mariusz Grzebalski i Eugeniusz Toman uśmiechnęli się do mnie w kadrze. I niech pozostaną tak pogodni na długi czas, aż zblaknie papier lub ekran ściemnieje, niepretensjonalni, a pewni siebie i wybranej drogi twórczej – jak na tym wspólnym zdjęciu, w przyjaznym otwarciu na „inność” drugiego, na różnice w podejmowanych pisarskich tematach i stylu bycia.
Szanuję to, że słowo musi przebyć długą drogę, zanim trafi do człowieka pragnącego je odczytać, pojąć, ponieść dalej albo zatrzymać się jedynie przy nim jako dar niepowtarzalny. W „szarym notatniku” zapisywałam fragmenty lektur, jakie wydały się ważne, a najczęściej takie wypowiedzi bohaterów, które przynosiły mi ulgę, że ktoś – podobnie jak ja – nie znajduje sprzymierzeńca w mowie, lecz poszukuje słów w piśmie, żeby one go opowiadały w milczeniu – wtedy pozostaje ukryty za zasłoną opowieści i nikt wprost nie ma do niego dostępu, staje się nietykalny. Nawet wtedy, gdy zasiadaliśmy z gośćmi do stołu w niedzielne popołudnie, otrzymana w darze książka tak mnie zaciekawiała, że od razu zaczynałam ją czytać. Pewnego dnia były to mroczne wiersze Georga Trakla podarowane mi przez Marka Wittbrota, kiedy z młodszym bratem Michaelem zatrzymał się u nas na kilka dni (wspominałam wcześniej o ich wspólnej grudniowej wystawie fotografii „Ślady – Spuren” w Muzeum Kinematografii w Łodzi i w Domu Bretanii w Poznaniu)*. Na archiwalnym zdjęciu widać pisarza i tłumacza Egona Naganowskiego, który wówczas nas odwiedził, rozmawiali obaj o amerykańskiej prozie Philipa Rotha i pisarzach austriackich, o powieści Człowiek bez właściwości Roberta Musila z jego posłowiem.

E. Toman, T. Tomsia, M. Wittbrot, E. Naganowski (1999) © Michael Wittbrot
Lękam się przekraczania granic w zadawanych mi pytaniach o lektury, choć sama często zaskakuję rozmówców nieoczekiwanymi zadziwieniami, jakbym oczekiwała na jakąś wiążącą odpowiedź wyjaśniającą niepokój bytowania w zderzeniu z metaforycznym obrazem świata. Obawiam się, żeby słowa nie określały mnie ostatecznie, bo gdybym nawet próbowała na nie odpowiedzieć, nie znalazłabym właściwych słów ukrytych w głębi. Tam, gdzie nie ma światła, nie umiałabym ich odnaleźć i odczytać.
Niekiedy biorę książkę do ręki i trzymam ją długo w dłoniach, nie odczytując zdań – zastanawiam się, jaki świat przedstawi ta kartka i następna: otwartą i rozświetloną przestrzeń jak parkowa aleja w południe, a może poprowadzi splątanymi ścieżkami w ciemności, skąd trudno będzie znaleźć wyjście. Próbuję rozpoznawać zapisane frazy na wiele sposobów, nie okazując zbytnio na zewnątrz emocji, jakie wywołują, przechowując w pamięci wszelkie poznane tajemnice i opowieści – jakbym wspólnie z nimi krążyła w obiegu zamkniętym. Rozmowa z zapisanymi słowami staje się często godziną sacrum – dodaje siły, by trwać mimo utraty bliskich relacji z żywymi i powiększającej się przestrzeni ku cieniom umarłych. Każdego dnia brak obecności odczuwam coraz mocniej, dotkliwiej:
„Zaledwie składam sylaby, / a gdy poruszam wargami, / choćby z najmniejszą prośbą, / zaraz zamykam usta, / by wiatr nie poniósł słów moich zbyt wysoko – / tam, gdzie granica // milczenia” (***nikt jeszcze nie poznał).
„Pytasz bezsłownie, jak to jest, że ciemność / w ostatnim pokoju z książkami wciąż szuka / przymierza – rękopis ogrzewasz w dłoni” (Ulica Pawła Huelle).
*https://kuznia.art.pl/galeria-osobliwosci/eseje/3297-slady-spuren-cienie-dawnych-chwil.html
-------------------------------------------------------------
Teresa Tomsia – poetka, eseistka, animatorka kultury, autorka prozy dokumentalizowanej. Wydała tomiki wierszy, m.in. Gdyby to było proste (2015), W znikającym ogrodzie (2023), Chłodne strugi (2025), W jasności otwartego zdania (2026) oraz szkice literackie Niedosyt poznawania (2018). Publikowała m.in. na łamach „Tygla Kultury”, „Toposu”, „Frazy”, „Twórczości”, w pismach internetowych „Recogito”, „Latarnia Morska”, „Księga Przyjaciół”, „Kuźnia Literacka”. Mieszka w Poznaniu.
