Spoina - Irmina Kosmala

Autorka recenzji: Barbara Kowalewska
RANY PAMIĘCI ZBIOROWEJ
„Spoina” Irminy Kosmali, zrealizowana w ramach stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego, zamyka jej powieściową trylogię, w której filozofia splata się z codziennym życiem.
O miejscu
Miejscem, w którym toczy się fabuła „Spoiny”, jest Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka”, działający w Gnieźnie od lat 90. XIX wieku. W powieści pojawia się także jako obiekt, w którym dokonano zbrodni wojennych. To tutaj w ramach szeroko zakrojonej akcji „T4” naziści, przy aktywnym współudziale dyrektora szpitala, doktora Wiktora Ratki, dokonali masowej eksterminacji pacjentów szpitala psychiatrycznego poprzez zagazowywanie ich w ciężarówkach.
Te pierwsze „eksperymenty” stały się podstawą dla stworzenia machiny przyszłych obozów koncentracyjnych i komór gazowych. Specjalną jednostką, zajmującą się tym procederem w Kraju Warty była SS-Sonderkommando Lange (od nazwiska jego dowódcy Herberta Langego).
Doktor Ratka, przed wojną kontynuujący po swoim poprzedniku postępowy kierunek zmian w szpitalu, nagle, w 1939 roku sprzeniewierza się wartościom ludzkim i misji lekarskiej, wstępuje do NSDAP, zostaje folksdojczem, zamienia fartuch medyka na mundur, wymierza personelowi kary za używanie języka polskiego i zamiast leczyć – uczestniczy w zabijaniu.
Obie postacie występują w „Spoinie”, obok innego lekarza, Kazimierza Filipa Wizego, inicjatora włączenia do terapii pacjentów zajęć twórczych, który odmówił podpisania volkslisty oraz uczestniczenia w akcji „T4” i stracił pracę w szpitalu. W książce pojawia się wątek przyjaźni Wizego z malarką Olgą Boznańską, która go sportretowała i prowadziła z nim korespondencję.
O ludziach
Gnieźnieński szpital stanowi także „ranę” w pamięci zbiorowej lokalnej społeczności, a w „Spoinie” symbolizuje również napięcie pomiędzy światem „normalnych” i „nienormalnych”. Profesor filozofii, będący bohaterem dwóch poprzednich powieści trylogii („Złuda” i „Krótka historia nikczemności”) zostaje pacjentem „Dziekanki”, a teraźniejszość i przeszłość mieszają się tu i przenikają jak w majakach chorego.
Czas przeżywany przez powieściowe postacie i czas odczuwany przez czytelnika realizuje się w trybie nierzeczywistym, halucynacyjnym, chociaż nie jest to bezsensowna maligna, ale pełna nieoczywistych sensów podróż w głąb ludzkiej psyche, z emocjami, lękami i tragicznością losu.
Ważnym zabiegiem literackim zastosowanym przez autorkę jest nadanie postaciom – pacjentom szpitala – pseudonimów z nawiązujących do historii filozofii, mitów lub Biblii. Mamy tu Diogenesa, Schopenhauera, Ikara, Słupnika, Hioba czy Apejrona. Nie są to tylko powierzchowne ksywki, każde z tych nowych „imion” albo oddaje przeżyte tragedie poszczególnych osób, albo odwołuje się do ich zachowań czy opinii o życiu. Losy ludzkie splatają się tu więc z ideami filozoficznymi, przekazanymi jednak w sposób dla czytelnika dostępny.
O powadze
Jak mawiał amerykański psycholog i psychoterapeuta Paul Watzlawick:
„sytuacja jest beznadziejna, ale nie jest poważna”.
Sens tego powiedzenia potwierdza praktyka: wiele osób, w sposób intuicyjny, nawet w bardzo tragicznych okolicznościach życia używa żartów, kpin, dowcipów, by odjąć nieco ciężaru Hiobowym zdarzeniom, nabrać dystansu, nie poddać się całkiem.
Więcej na: kulturaupodstaw.pl
