Zasłona w rajskie ptaki - Wiesław Juszczak

Autorka recenzji: Irmina Kosmala
Virginia Woolf i poszukiwanie utraconego sensu
Od lat moja droga życiowa i literacka nierozerwalnie splata się z postacią Virginii Woolf. Ta fascynacja znajdowała ujście w różnych formach – od prelekcji „Wielka szalona”, którą miałam zaszczyt poprowadzić w listopadzie 2018 roku w gnieźnieńskiej „Czytelni na Piętrze” I LO nr 16, po karty mojej prozy. Ewa, bohaterka Krótkiej historii nikczemności, pisząc biograficzną opowieść o Woolf, zyskała uznanie krytyków i prestiżową nagrodę, po której nastąpił dotkliwy, kilkuletni marazm twórczy. W tym stanie zawieszenia, w poszukiwaniu tematu, który byłby wart przerwania milczenia, książka Wiesława Juszczaka mogłaby się jawić mojej bohaterce jako olśnienie.
Autor w swoim eseju dokonuje rzeczy karkołomnej i pięknej zarazem – analizuje moment, w którym literatura przestaje być niewolnicą fabuły, a zaczyna poszukiwać prawdy w migotliwym impresjonizmie chwili. Dla kogoś, kto tak jak ja, spędził półtorej godziny, opowiadając gnieźnieńskim słuchaczom o eterycznych szeptach duszy autorki Fal, lektura ta jest jak powrót do domu. Profesor Juszczak, z właściwą sobie detektywistyczną precyzją, bierze na warsztat jeden epizod z Pani Dalloway i czyni z niego soczewkę, przez którą widać kres tradycyjnej powieści. To niezwykle bliskie mojemu odczytaniu Woolf – nie tylko jako ikony feminizmu czy ofiary własnego szaleństwa, o której pisał Quentin Bell, ale jako artystki panicznie bojącej się „snu idioty” i bycia oszustką.
Dlaczego Zasłona w rajskie ptaki jest tak przejmująco dobra? Ponieważ Juszczak, podobnie jak Virginia w swoich dziennikach, nie boi się pytać o granice poznania. W Gnieźnie, posiłkując się prezentacją multimedialną i intymnymi zapiskami pisarki, starałam się ukazać, że dla Woolf przychylna recenzja była niemal świadectwem zdrowia umysłowego, ucieczką przed „grozą obłędu”. Juszczak doskonale to rozumie, dekonstruując tekst Woolf nie jako suchy artefakt, ale jako żywą materię zmagań z formą. Jego analiza zmierzchu „dyktatury fabuły” na rzecz malarskości i muzyczności tekstu koresponduje z Woolfowską potrzebą rekompensaty za brak uniwersyteckiego wykształcenia – to była jej walka o podmiotowość, o własny język, który Juszczak nobilituje i wyniesie na wyżyny filozoficznego dyskursu.
Ta książka jest lekiem na twórczy marazm, ponieważ przypomina, że za „zasłoną” codziennych zdarzeń kryje się rajski ptak czystej formy, który – choć trudny do uchwycenia – stanowi istotę sztuki. Juszczak nie tylko interpretuje Woolf - on z nią współodczuwa, łącząc historię sztuki z metafizyką w sposób, który przywraca wiarę w sens pisania. Dla każdego, kto kiedykolwiek czuł ciężar oczekiwań po sukcesie i kto, jak moja Ewa, szukał prawdy w biografii Wielkiej szalonej, dzieło Juszczaka będzie nieocenionym przewodnikiem po labiryntach nowoczesnej wrażliwości.
To lektura obowiązkowa dla tych, którzy wiedzą, że literatura nie kończy się na ostatniej kropce, ale zaczyna się tam, gdzie słowa dotykają niewyrażalnego.
-------------------------------------------------------------------------------
Wiesław Juszczak, Zasłona w rajskie ptaki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019.
