Spoina

Autor recenzji: Jarek Mixer Mikołajczyk
Spoina Irminy Kosmali - Dziekanka zaczyna mówić
Nie dowiadujemy się, kto był naprawdę chory: pacjenci, lekarze, miasto czy my, którzy tę historię przegapiliśmy. Spoina nie scala ale też nie rozwarstwia. Przypomina, że to, co miało się zrosnąć, pękło dawno temu – i że pęknięcie nadal mówi głośniej niż wszystkie pomniki razem.
Miasto w cieniu czy miasto, które jest cieniem
Trzecia książka Kosmali zamyka trylogię – nie gestem, tylko oddechem. Poprzednie powieści wyglądały jak próby głosu, tu słychać już pewność. To moment, w którym autorka przestaje być „pisarką z Gniezna”. Od tej chwili jest po prostu pisarką. Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Dziekanka nie jest tłem, tylko osią powieści. Tutaj łączą się biografie, porządki moralne i czasy. Tutaj doktor Wize z archiwów spotyka swojego sobowtóra – doktora Widze. Historyczna postać zamienia się w literackie echo, a Kosmala z tego pęknięcia robi tytułową spoinę. Tyle że u niej spoiwo nie skleja. Ono pokazuje szew.
Nieprzeżyta historia
Najmocniejszy wątek prowadzi Wiktor Ratka – postępowy lekarz, który skończy być może po stronie mordu i selekcji. Kosmala nie grzmi. Jest spokojna i dlatego tak dotkliwa. Bo pytanie o ostateczne wybory, o człowieczeństwo, nie zostało zadane, to czytelnik zadaje je sobie sam. U niej akcja T4 nie jest tematem, tylko symptomem. Nie jest też domeną nazistów, a przynajmniej nie jedynie. I gdzieś tutaj pojawia się pytanie, które długo zostaje: czy ukrywana, nie przeżyta trauma Dziekanki nie wrosła w mentalność miasta? Czy to z niej nie biorą się gnieźnieńskie półsłówka, ta oswojona melancholia, śmiech nieco za szybki i solidarność nieco za ostrożna? Może te jeszcze niedawno popularne na podwórkach powiedzonka: “Dziekanka w remoncie – głupki na wolności”, „Poznańska 15 numer zamazany – gumowe ściany” zniknęły tylko z podwórek ale nie z głów? Być może T4 skończyło się w 1941 roku, ale trwa w naszej kulturze komunikacyjnej. Miasto po akcji, które nie umie o niej mówić, zaczyna wreszcie szeptać. Tyle, że to miasto, tak doświadczone – nie jest wyjątkiem. To może nawet nie tylko pępek Polski ale świata.
Empatia zamiast wykładu
Z całej powieści bije filozoficzne napięcie, ale bez dydaktyki. Listy Olgi Boznańskiej do doktora Wizego wprowadzają czułość, która rozsadza męski porządek nauki.Ale też męski porządek pisarstwa jaki przyjęła w powieści Kosmala. Kobiecy głos nie łagodzi, tylko przywraca równowagę. To moment, w którym Kosmala używa empatii jak narzędzia poznania.
I jeszcze ten Hiob, filozoficzne pseudonimy pacjentów, echo Yaloma – wszystko pracuje nie jako dekoracja, lecz jako warstwa gniewu, który nie wybucha a może tylko podskórnego podrażnienia, przesunięcia rytmu krwi. Autorka myśli przez literaturę, nie ponad nią.
Tkanka miasta i rozpoznania
Gniezno Kosmali pachnie kurzem, parkiem i kawą z dworca. Połyskuje siwizną bawidamka intelektualisty, który chciałby być jak Edward Stachura, ale bliżej mu do Gandalfa z Grzybowa, co pewnie ma swój urok. Pojawia się przewodnik w meloniku – „No cześć, wiaruchna, witam was barzy serdecznie” autentyczna postać, która chodząc po mieście wykrzykuje gwarą miejskie legendy – i cały orszak znajomych figur. Ci, co przemykają między kadrami, są bardziej literaccy niż rzeczywiści i autentyczni reprezentanci świata literatów. Poetka od smutnych limeryków, były krytyk z rocznika ’55, co zawsze pachnie wodą kolońską i cytatem z Heideggera, paru młodych po spotkaniach literackich, które wciąż udają konferencję, choć to już terapia grupowa.
Najbardziej efektowny z nich – podstarzały Gandalf – Słupnik, wspomnieliśmy już o nim bo godnym jest tak samo politowania jak szacunku – weteran wieczorów autorskich i opiekun nieformalny młodych twórczyń, czasami też nie młodych, ważne by inteligentnych i powabnych. Niegdyś uważany za duszę towarzystwa, dziś raczej przypis do przypisu. Naturalna kolej rzeczy. Kosmala nie wymienia go z nazwiska, ale każdy, kto zna gnieźnieńskie życie literackie, widzi tę sylwetkę jak przez wypukłe szkło. To właśnie ten rodzaj lokalnych „rozpoznań” czyni Spoinę tak wyjątkową – nie poprzez plotkę, ale przez precyzję obserwacji z pewną życzliwością. Bo nawet poboczne postaci niosą w sobie coś z tego miasta – jego manierę, resentyment i urok nie w pełni przepracowanej przeszłości.
Lokalność jako wytrych
I tu Kosmala robi ruch najwyższej próby: pokazuje, że ta lokalna mikroskala to wytrych do uniwersum. Zaczyna od Gniezna – i kończy w miejscu, w którym topografia przestaje mieć znaczenie. Dziekanka staje się nie tylko szpitalem, ale metaforą każdego systemu, który chciał być racjonalny, a skończył w przemocy. Miasto staje się modelem pamięci zbiorowej, literackiej i emocjonalnej zarazem. To dlatego Spoina czyta się jak coś znacznie większego niż proza regionalna. Kosmala pisze o Gnieźnie, ale trafia w samo centrum kondycji ludzkiej. W świecie po utracie, po winie, po zrozumieniu – nie ma już lokalności. Jest tylko próba usłyszenia siebie.
więcej na: Popcentrala.com
