
Autorka omówienia: Irmina Kosmala
Gra o prawdę. Kilka uwag po lekturze książki Jana Pospieszalskiego Warto grać czysto
Nieprzypadkowo właśnie teraz warto sięgnąć po książkę Jana Pospieszalskiego Warto grać czysto (Wydawnictwo Esprit, Kraków 2024). Kilkanaście dni temu, 23 czerwca 2026 roku, podczas gali Wielkopolskiego i Lubuskiego Konkursu Dziennikarskiego w Zamku Królewskim w Poznaniu, autor został uhonorowany Laurem Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za całokształt działalności. Uzasadniając decyzję kapituły, dr Jolanta Hajdasz powiedziała o nim: „Ma odwagę milczeć, gdy inni biją brawo, i ma odwagę krzyczeć, gdy inni milczą”. W zasadzie trudno o lepszy klucz do lektury tej książki.
Tytuł najnowszej książki Jana Pospieszalskiego brzmi niczym wyzwanie rzucone zarówno życiu, jak i twórczości. Warto grać czysto można odczytać zatem zarówno jako deklarację etyczną, ale i jako metaforę zaczerpniętą z muzyki. Grać czysto to nie fałszować dźwięku, nie oszukiwać słuchacza, pozostać wiernym partyturze. Pospieszalski przenosi tę zasadę poza scenę i czyni z niej sposób myślenia o dziennikarstwie, życiu publicznym i własnej biografii. Nie proponuje jednak kodeksu moralnego. Raczej opowiada historię człowieka przekonanego, że uczciwość wobec samego siebie ma sens nawet wtedy, gdy prowadzi do konfliktu z większością.
Książka stanowi zapis rozmowy Krystiana Kratiuka z autorem. W zasadzie tylko formalnie pozostaje wywiadem-rzeką. W praktyce bliżej jej do autobiograficznego eseju mówionego. Pytania porządkują narrację, lecz rzadko ją komplikują. Trochę żal, że rozmówca nie staje dociekliwszym adwersarzem, polemistą. Często po przyjacielsku przytakuje, przy okazji tworząc przestrzeń narracji, w której Pospieszalski może spokojnie zrekonstruować własną drogę: od muzyka, przez dziennikarza telewizyjnego, po publicystę działającego poza głównym nurtem mediów. Taka konstrukcja ma niestety swoje konsekwencje. Książkę czyta się rzecz jasna płynnie, ale czytelnik chwilami odczuwa brak napięcia, jakie rodzi pogłębiony dialog.
Najciekawszy w moim odczuciu okazuje się sam sposób opowiadania. Pospieszalski nie buduje wywodu jak filozof ani nie argumentuje jak politolog. Swoje myśli wyraża reporterskim językiem. Punktem wyjścia niemal zawsze pozostaje konkretna sytuacja, spotkanie z człowiekiem, wydarzenie zapamiętane z własnego doświadczenia. Dopiero z tych fragmentów codzienności rodzą się szersze diagnozy społeczne. Dzięki temu nawet wtedy, gdy autor formułuje kontrowersyjne opinie, książka nie zamienia się w manifest ideologiczny, a zachowuje charakter świadectwa.
Nie oznacza to jednak, że świadectwo automatycznie staje się argumentem. Pospieszalski wielokrotnie przechodzi od osobistego doświadczenia do bardzo szerokich uogólnień. Czasem robi to przekonująco, czasem zbyt szybko. Zwłaszcza tam, gdzie mówi o współczesnych mediach, polityce czy przemianach kulturowych, ma się wrażenie, że świat jawi mu się jako pole wyraźnie wyznaczonych frontów. Tymczasem rzeczywistość rzadko daje się opisać w tak jednoznacznych kategoriach. Właśnie tutaj najbardziej brakowało mi pytań, które zmusiłyby autora do dopowiedzeń lub konfrontacji z odmiennym punktem widzenia.
Najmocniejszym fragmentem książki pozostaje według mnie rozdział poświęcony pandemii COVID-19. I to wcale nie dlatego, że zawiera najbardziej przekonujące argumenty, lecz dlatego, że zmienia się ton narracji. W tym oto momencie publicysta ustępuje miejsca świadkowi. Pospieszalski opowiada o utracie programu telewizyjnego, o społecznej izolacji i o doświadczeniu człowieka, który nagle znalazł się poza głównym nurtem debaty publicznej. W tych fragmentach emocje nie przesłaniają faktów, lecz stają się ich częścią. Nawet jeśli ktoś z czytających nie podzieli wszystkich ocen autora, nie pozostanie obojętnym wobec opisywanego doświadczenia.
Czytając ten rozdział, wracałam pamięcią do własnych zapisków z tamtego czasu. Przez wiele miesięcy prowadziłam dziennik pandemiczny. Zapisywałam nie tylko liczbę zakażeń czy kolejne decyzje władz, ale przede wszystkim zmiany zachodzące między ludźmi. Coraz częściej odnosiłam wrażenie, że wirus nie stanowił jedynego zagrożenia. Równie szybko rozprzestrzeniały się wśród ludzi podejrzliwość, lęk i przekonanie o moralnej wyższości własnych wyborów. Pamiętam pielęgniarki wypraszane z wynajmowanych mieszkań, sąsiadów patrzących na siebie z nieufnością, ludzi bojących się odebrać paczkę z książką od kuriera. Dlatego świadectwo autora czytałam równocześnie jako niezamierzony komentarz do własnych notatek sprzed kilku lat.
Nie mniej interesujące są rozdziały poświęcone rodzinie i muzyce. Ucieszyło mnie, że opowieści o dorastaniu w wielodzietnym domu czy o pracy z muzykami nie posłużyły bohaterowi niniejszej opowieści do zbudowania legendy własnego życia. Stały się raczej próbą pokazania źródeł określonej wrażliwości, w której muzyka przestała być zawodem, a stała się sposobem rozumienia świata.
Szczególnie wiele pytań wywołują fragmenty poświęcone wierze. Pospieszalski nie idealizuje Kościoła, dostrzega jego kryzysy i błędy, ale pozostaje wobec niego lojalny. To postawa zrozumiała i uczciwie przedstawiona. Jednocześnie niektóre rozstrzygnięcia wydają mi się zbyt kategoryczne. Kiedy autor sugeruje, że wiara nie opiera się na emocjach, lecz przede wszystkim na decyzji, trudno nie zapytać, czy doświadczenie religijne rzeczywiście daje się tak łatwo oddzielić od wzruszenia, zachwytu czy współczucia. Nie traktuję tego jako słabości książki. Przeciwnie. Właśnie w takich momentach rozmowa okazuje się najciekawsza, ponieważ zmusza czytelnika do zajęcia własnego stanowiska i niezgody z wyrażoną opinią.
Warto zwrócić uwagę również na język książki. Jest on prosty, oszczędny i pozbawiony retorycznego nadmiaru. Autor bowiem nie szuka efektownych metafor ani błyskotliwych paradoksów. Woli opowiadać niż przekonywać. Ta reporterska prostota ma swoją siłę. Chwilami prowadzi jednak do pewnego uproszczenia. Tam, gdzie przydałoby się pogłębienie argumentacji, pojawia się kolejna anegdota, natomiast tam, gdzie oczekiwałoby się analizy, autor wraca do osobistego doświadczenia. Nie każdemu czytelnikowi będzie to odpowiadało, ale autor w prowadzeniu takiej narracji jest bardzo konsekwentny.
Warto grać czysto nie jest z pewnością książką dla tych, którzy szukają bezstronnej analizy współczesnej Polski. To zapis indywidualnego doświadczenia człowieka przekonanego, że w życiu publicznym ważniejsza od popularności pozostaje wierność własnemu sumieniu.
Po zamknięciu książki długo myślałam o jej tytule. Grać czysto. Nie tylko na scenie. Nie tylko w dziennikarstwie. Grać czysto znaczy zachować uczciwość wobec własnego sumienia nawet wtedy, gdy kosztuje to utratę stanowiska, popularności czy dobrego imienia. To nie jest postawa wygodna. Czasami prowadzi do samotności. Ale właśnie ona buduje wiarygodność. I to właśnie ona najwięcej nas kosztuje.
Być może nie wszystkie odpowiedzi Pospieszalskiego są przekonujące. Jednak stawia on pytania, których we współczesnej debacie publicznej zadaje się coraz mniej. A - jak wiadomo - to od pytań, nie od gotowych odpowiedzi, zwykle zaczyna się prawdziwa rozmowa. A bywa nawet, że i prawdziwa filozofia.
------------------------------------------------------
Jan Pospieszalski, Warto grać czysto, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2024.
