Gry i kolaże - Regina Kantarska-Koper
Autorka recenzji: Irmina Kosmala
W mozaice czyśćcowego życia
Ostatnimi czasy w kinach, telewizji, komputerze, a także w restauracjach (sic!) tryumfy święci Minecraft. Z pozoru prosta gra, w której świat zbudowany jest z bloków przypominających gigantyczne piksele, stała się czymś znacznie większym – globalnym zjawiskiem społecznym, narzędziem edukacyjnym, formą ekspresji artystycznej, a nawet swoistym kolażem cyfrowej epoki. Minecraft to gra typu sandbox, pozbawiona sztywnej fabuły i jednoznacznych celów. W zamian oferuje graczowi pełną wolność działania – od budowania prostych struktur, po konstruowanie całych miast, a nawet dzieł sztuki. To medium, które nie narzuca znaczeń, lecz pozwala na ich kreację.
Najnowszy tomik poetycki Reginy Kantarskiej-Koper Gry i kolaże (ze względu na swą tematykę dedykowany nie młodzieży, lecz dojrzałym odbiorcom kultury) zbudowany jest na porównywalnych zasadach. Podobnie jak w Minecrafcie, autorka Gier i kolaży zestawia pozornie niepasujące do siebie utwory, często dotykające różnych tematów i operujących inną stylistyczną formą oraz językiem wypowiedzi, aby stworzyć nową, spójną całość. Człowiek w tymże zbiorze jawić się może jako suma powiązanych ze sobą luźno elementów, doświadczeń, oczekiwań i rozczarowań. Ale może również składać się z jednej spójnej części ochrzczonej mianem wierności sobie (por. utwór Wzrastać) i wówczas również będzie według białostockiej poetki prawdziwy, cały, wielowymiarowy.
Ale od początku.
Już sam tytuł tomiku sugeruje pewną fragmentaryczność, mozaikowość, a zarazem interaktywność, co uważnemu obserwatorowi przywodzić może na myśl Grę w klasy Julio Cortázara. Podobnie jak u argentyńskiego mistrza, Kantarska-Koper proponuje czytelnikowi pewną swobodę w odbiorze dzieła, gdzie poszczególne wiersze funkcjonują autonomicznie, a jednak wchodzą ze sobą w subtelne, nieoczywiste relacje, tworząc bogatą i wielowymiarową całość.
Autorka prowadzi nas przez labirynt egzystencjalnych rozterek niczym przez kolejne kręgi czyśćcowego życia. Nie znajdziemy tu łatwych odpowiedzi ani pocieszających fraz. Wręcz przeciwnie, wiersze Kantarskiej-Koper często stanowią paraboliczną przypowieść, w której autorka przemyca czytelnikowi gorzką, ale niezwykle potrzebną diagnozę współczesności jak choćby w wierszu bez tytułu (***/kiedy to się stało?/ - s.31):
(…)
znikły place zabaw
ucichł radosny gwar dzieci
nikt już nie gra w piłkę gumę klasy
dzieci bawią się w przemoc
kto dotkliwiej dokuczy
sponiewiera wyszydzi
ośmieszy
ludzkość bawi się
grając w życie i śmierć
człowieczeństwo
popełnia samobójstwo
Przemijanie bez echa, dojmująca samotność, zniewolenie, relatywizacja płci, absurd pandemii, emigracja młodych ludzi – to tylko niektóre z palących problemów, które autorka porusza, nie szczędząc przy tym gorzkich słów. Jej poezja jest daleka od lukrowanych obrazków. Z drugiej strony niepozbawiona ironii i czarnego humoru:
(…)
Bez objawów są schorzenia,
bez objawów wyzdrowienia;
kultura bezobjawowa,
życzliwość też gdzieś się chowa.
Bezobjawowe sumienia…
I sensu w niczym też nie ma.
A rozum bezobjawowy
wystaje z niejednej głowy.
(…)
(Bezobjawowy świat)
Z kolei w innym wierszu metafora życia jako „balu”, któremu towarzyszy słynne motto z piosenki Agnieszki Osieckiej, jest niezwykle trafna i wieloznaczna. Dużo w tym utworze również ironii, bowiem w interpretacji Reginy Kantarskiej-Koper ów bal staje się gorzką pigułką do przełknięcia, pozbawioną dawnego czaru i beztroski. Zamiast tanecznych kroków i flirtów, dominują w nim potknięcia, fałszywe tony i poczucie nieprzystawalności: Gruby i głuchy pień nie zatańczy / zwiewnego walca. Nikt go nie niańczy, / ale siekierą go potraktuje, / myśląc, że kłoda – to nic nie czuje (Bal życia).
Interesującym zabiegiem jest wprowadzenie do poetyckiego uniwersum Pani Cantare, która zdaje się być współczesnym odpowiednikiem Herbertowskiego Pana Cogito (porównanie to nie umknęło czujnemu oku Joanny Pisarskiej, która opatrzyła niniejszy tomik świetnym wstępem pt. Jak w to grać). Podobnie jak jej literacki poprzednik – symbol człowieka myślącego, zmagającego się z historią, etyką i absurdem XX wieku – Pani Cantare jest obserwatorką i komentatorką rzeczywistości, ale jej perspektywa jest silnie naznaczona kobiecym doświadczeniem, wrażliwością i specyficzną formą ironii. Ponadto zdaje się być bliższa osobistemu, intymnemu doświadczeniu. Reprezentuje kobiecy głos w zmaganiach z codziennością, przemijaniem i egzystencjalnymi dylematami współczesności, oferując perspektywę bardziej zmysłową, emocjonalną, a jednocześnie równie głęboko filozoficzną co jej Herbertowski pierwowzór. Jej głos jest przenikliwy, często autoironiczny, ale zawsze pełen głębokiej refleksji nad kondycją ludzką.
(…)
marzy jej się kosmiczny poemat
sława
widzi siebie wszędzie
znaną rozpoznawalną
nawet w najdalszych zakątkach świata
rozmarzona
potyka się o własne artretyczne stopy
- i schodzi na ziemię
(Pani Cantare schodzi na ziemię)
Jak widzimy, Gry i kolaże to tomik, który wymaga od czytelnika zaangażowania i gotowości do zmierzenia się z niewygodnymi prawdami. Nie jest to lektura relaksująca, lecz prowokująca do myślenia, kwestionowania zastanych schematów i ponownego przyjrzenia się otaczającej nas rzeczywistości. Pozorna „nieprzystawalność” do siebie poszczególnych utworów nie oznacza tu braku spójności. Wręcz przeciwnie, niczym elementy kolażu, odrębne motywy i obrazy składają się na złożoną i poruszającą opowieść o współczesnym świecie i miejscu w nim człowieka.: „albowiem będziesz cieniem / ćwiartowane dobro eliminuje fortuny (…) / śmiałości trzeba -/ unikać wojen / zachować źdźbła życia” – wybrzmi w jednym z „alfabetycznych przykazań” egzystencjalny imperatyw.
Tym, co czyni "Gry i kolaże" tomikiem wyjątkowym, jest nie tylko treść, ale również sposób, w jaki autorka komponuje swoje utwory. Poszczególne wiersze często funkcjonują jak fragmenty większej całości — jakby wycięte z życia, z rozmów, z marzeń i wspomnień. Kolaż, o którym mowa w tytule, to nie tylko technika formalna, ale również sposób myślenia: autorka zestawia ze sobą elementy, które na pierwszy rzut oka mogą się wykluczać, lecz po chwili odkrywamy, że to właśnie ich sąsiedztwo buduje napięcie i sens.
Regina Kantarska-Koper w tomiku Gry i kolaże ukazuje się jako autorka doskonale świadoma tradycji literackiej i formalnych możliwości języka poetyckiego. Jej poezja to zarazem laboratorium stylistyczne i przestrzeń osobistej ekspresji, w której klasyczne formy zderzają się z nowoczesną wrażliwością. Język tomiku to swoisty dialog z historią poezji — nie tylko poprzez tematy, ale przede wszystkim przez mistrzowskie wykorzystanie form wierszowych: strofy mickiewiczowskiej, safickiej, pantumu, villaneli, akrostychu czy brachykolonu.
Ów tomik można czytać jako palimpsest — nawarstwienie kolejnych tradycji poetyckich, które autorka przekształca na własnych zasadach.
Strofa saficka – rzadko wykorzystywana w poezji polskiej ze względu na swoją formalną trudność – służy poetce jako rama dla liryki intymnej i zmysłowej. Rygor metryczny nie tłumi emocji – przeciwnie, podkreśla ich precyzję, nadaje im ciężar i tempo. Kantarska-Koper tworzy w tych strofach coś na kształt poetyckiej muzyki: każda sylaba ma swoją funkcję, każda pauza zostaje przemyślana.
Z kolei obecność akrostychów to nie tylko zabawa z czytelnikiem, ale też deklaracja poetki: poezja nie kończy się na linijce, ale rozciąga się również w pionie. Akrostychy w Grach i kolażach pełnią funkcję zarówno estetyczną, jak i semantyczną – często stanowią dodatkowy komentarz do treści wiersza lub ujawniają jego ukrytą pointę. W ten sposób autorka sugeruje, że wiersz należy czytać nie tylko „na głos”, ale też „oczami” – z uważnością na konstrukcję graficzną i przestrzenną.
Pantum i villanella – formy oparte na repetycji i rytmicznym zawrocie wersów – pozwalają Kantarskiej-Koper na stworzenie efektu medytacyjnej powtarzalności. To poezja, która „obraca się w sobie”, ale nie popada w tautologię – przeciwnie, każde powtórzenie otwiera nowe znaczenia, przesuwa akcenty, zmienia ton. Villanella w jej wykonaniu jest jak zaklęcie – śpiewane, rytmiczne, pełne sugestywności. Pantum natomiast, z jego przesunięciami wersowymi, wydobywa z języka echo – poetycką pamięć wersów, które wracają z innym ładunkiem emocjonalnym.
Lato przemija, idzie jesień.
Dni chłodne i melancholijne
Pora ta już ze sobą niesie
Nastroje również bardzo chwiejne.
Dni chłodne i melancholijne
Na duszy zostawiają pieczęć.
Nastroje również bardzo chwiejne.
Nie mogę zapomnieć o lecie.
(...)
(Pożegnanie lata)
Ważnym środkiem stylistycznym, który dopełnia językowy krajobraz tomiku, jest brachykolon – figura retoryczna oparta na krótkich, mocnych frazach. Regina Kantarska-Koper używa go jako instrumentu intensyfikacji znaczeń. W tych skróconych konstrukcjach zawarta jest siła paradoksu, kondensacji i językowego „uderzenia”. Brachykolony pojawiają się najczęściej w zakończeniach – są jak błyskawice, które przecinają spokojną taflę rytmu i zmuszają do ponownego przeczytania całego utworu (Guz na łbie, bat/ spadł na twój zad./ Mars na twe brwi,/ pech kpi, los drwi – Ballada dziadowska I).
Już sam tytuł tomiku – Gry i kolaże – zdradza dwoisty charakter języka Kantarskiej-Koper. Z jednej strony mamy do czynienia z poezją-performansem, świadomą teatralności języka, zdolną do ironii, autotematyczności, pastiszu. Z drugiej – to teksty głęboko przeżyte, osadzone w emocjonalnym konkrecie, posługujące się językiem jako narzędziem wyrazu, nie tylko estetycznej formy. Autorka traktuje język jak przestrzeń montażu: zestawia rejestry, formy, rytmy, tworząc poetycką polifonię.
Regina Kantarska-Koper w Grach i kolażach nie tylko operuje bogatym warsztatem formalnym, ale też redefiniuje relację między formą a treścią. Język jej poezji jest zarazem kunsztowny i przejrzysty, tradycyjny i nowoczesny, emocjonalny i intelektualny. To tomik, który można czytać wielokrotnie – dla przyjemności rytmu, dla gry z formą, dla ukrytych znaczeń. To poezja, która mówi: „język ma pamięć – ale potrafi też grać, śmiać się, tańczyć”.
------------------------------------------------------------------------
Regina Kantarska-Koper, Gry i kolaże, Białystok 2024.