Kuźnia Literacka
Logo

Powieść Myśliwskiego to metafizyczna „księga przypadku i przeznaczenia”, wyłuskująca filozofię życia ze strąka pojedynczej egzystencji.


Powieść Wiesława Myśliwskiego jest metafizyczną księgą przypadku i przeznaczenia, próbą wydobycia filozofii istnienia z pozornie zwyczajnej, pojedynczej biografii. Autor po raz kolejny udowadnia, że los jednego człowieka może stać się zwierciadłem doświadczenia uniwersalnego.

Narrator zaprasza czytelnika pod swoją strzechę, sadza go na drewnianym stołku i powoli, cierpliwie łuska historię własnego życia. Wie bowiem, że najcenniejszym depozytem ludzkiego istnienia jest pamięć – przypominająca światło dawno zgasłej gwiazdy, które mimo upływu czasu wciąż do nas dociera. To ona stanowi rdzeń naszej tożsamości. Bez pamięci człowiek traci nie tylko przeszłość, lecz także samego siebie. Pozostaje niczym gwiazda pozbawiona światła – istniejąca, lecz niewidoczna.

Myśliwski stawia pytania fundamentalne: kim jestem? Czy moje „ja” jest rzeczywiście moje, czy może powstaje w spojrzeniu innych? Narrator zdaje się podchwytywać te wątpliwości: „Ledwo pan przyjedzie, już pana obłażą jak mrówki. I swędzą, szczypią, obgryzają. Po tygodniu urlopu, a nie wiem, ja, nie ja. Bo niech pan mi powie, ilu ludzi zmieści się w człowieku, żeby jeszcze czuł się, że to on?”. To jedno z wielu miejsc, w których osobista opowieść przeobraża się w filozoficzną refleksję nad naturą ludzkiej tożsamości.

Kiedy czytelnik próbuje uchwycić odpowiedź, narrator prowadzi go dalej: „Nieraz próbuję tego dociec, jestem czy nie jestem. Tylko że sam dla siebie człowiek nie jest świadectwem. Musi zawsze ktoś drugi poświadczyć”. W tych słowach pobrzmiewa przekonanie, że człowiek nie istnieje w izolacji – potrzebuje drugiego człowieka, by potwierdzić własne istnienie, własną historię i własną prawdę.

 

Podczas tej niezwykłej rozmowy takich egzystencjalnych ziaren odnajdziemy znacznie więcej. Myśliwski rozsiewa je z pozorną swobodą, lecz każde z nich zapuszcza korzenie w świadomości czytelnika. Nie sposób przejść obok nich obojętnie. Trzeba je przemyśleć, przeżyć, przetrawić. A gdy wydaje się już, że udało się zrozumieć siebie, przychodzi kolejne zdziwienie, kolejna niepewność i kolejna potrzeba poszukiwania. Ta nieustanna wędrówka ku sobie bywa męcząca i pełna frustracji, lecz narrator przyjmuje ją ze spokojem: „Cóż, człowiek jest istotą niezastygłą, wciąż w nim się gotuje, wrze i choćby nie miał powodu, będzie się buntował. Sam sobie jest wiecznym powodem”.

Właśnie w tym tkwi siła tej powieści. Każda odsłonięta myśl prowadzi do następnej, każde uwolnione ziarno rzuca światło na kolejne. Czytelnik z pewnym zdumieniem odkrywa, jak wiele własnych pytań i niepokojów udało mu się podczas tej lektury wydobyć na powierzchnię.

Kiedy przychodzi czas pożegnania, trudno opuścić tę opowieść bez poczucia wdzięczności. Wraca się do własnego świata bogatszym o kilka ważnych pytań, kilka olśnień i jeden szczególny promień światła schowany na później – dla pamięci.

                                                                                                                                                   Irmina Kosmala